poniedziałek, 13 kwietnia 2015

po prostu bądź

ze wszystkich fiołków świata
chciałabym zerwać słońce
i podarować je tobie mamusiu
złociste i gorące.
słoneczko, od którego
głowa ciebie boli
jest daleko,
ale się nie martw mamusiu
narysowałam drugie. jest prawie takie samo.
teraz ciebie mamusiu
pocałuję jak mogę najgoręcej,
bo tak cię kocham bardzo, bardzo, bardzo.....
że już nie mogę więcej.

taki wierszyk dostałam od młodej na wyraju. wiecie, wzruszyłam się.  rozmawiałyśmy. mamy te same pragnienia. żadnych oczekiwań. zapominanie, wybaczanie. bycie. po prostu. razem.
jak to Chustka mówiła, bez żarcia się.


niedziela, 12 kwietnia 2015

niedziela

cóż, przestawiam się powoli na poranną mszę.  wygodniej. nie muszę pędzić z końca świata na spotkanie.
a że dziś uroczystość, to tym lepiej. spowiednik nowy, ale ok. jak zwykle. on.
generalnie życie domowe "kwitnie". udało mi się zrzucić 3kg, ale jeszcze hektary do wypielenia. staram się być racjonalna i ruszać się też, ale potem noc zarwana. boli.
na wyraju byłam świątecznie. młoda przyjechała ze święconką i żurkiem. było mi bardzo miło, zwłaszcza, że starsi wybrali inne okoliczności i ludzi. życie.
na wyraju tradycyjnie kłusownicy, strzały, na szczęście po innej stronie. i o dziwo, police zjawiła się błyskawicznie. pewnie zainstalowali kamery. i dobrze. szkoda dzików bo w okolicy ich oparzeliska grasowali.

fajnie jest obserwować budzące się życie. nawet kopczyki grudek ziemi wypchnięte dżdżownicami dają otuchę i jakieś ciepełko w okolicy serducha. bąki byli, latali, dobijali się do okna. bociek leciał gdzieś w interesach. para łabędzi malestatycznie przefrunęła mi nad głową. uś! wrażenie niesamowite. piękne, majestatyczne. no i oczywiście krzyżówki. pani z panem gnali na złamanie skrzydeł.

bardzo lubię to miejsce, z wyjątkiem nocek, ale walczę z tchurzem. dzielnie walczę :)

właściciele są mega inspiracją dla mnie. serio! generalnie poprawiło mi się widzenie świata i ludzi. uważam że są piękni, nawet ze swoimi wadami. co nie oznacza, że z każdym się od razu bratam i rzucam na szyję.
 dotyczy to mojej starszej dwójki. że tak powiem, wylogowałam się z systemu. dość mam gierek, chamstwa, olewania. żegnam, nie czule. do zobaczenia za lat 50.

w domu zdobyczny materac spwodował totalną burdelizację przestrzeni mi najbliższej. brak półek i Babulinda skutecznie przeszkadzają w segregacji i porządkach. jest nadzieja, że z ciepełkiem wyjedzie na działkę, a wtedy...... drżyjcie narody.

a teraz jak normalna pańcia w średnim wieku zabieram się do Hobbita i Lustbadera. nabytego za psi grosz na straganie.

sory, jeszcze rodzina czeka na nakarmienie.

ps. możecie mi wierzyć. pusanie bloga tabletem jest pewnym wyzwaniem ;)

sobota, 4 kwietnia 2015

stado i ja

za każdym razem gdy wychodzę na fajka wita mnie pełne nadziei spojrzenie. czy to już? mogie? zdecydowane  - później, gasi promyk radości. coś jakby zgasło światło. a gaszę je kilkanaście razy dziennie, aż mija uznaniowa godzina i ...włazić, nie niuchać.
włazi 8 łap, 2 kinole, i reszta też do pary.
układają się delikatnie, czujnie łypiąc spod oka..... chwilo trwaj. burki dwa.
kochane, czułe, słodkie. rozwalają mnie dokładnie, a ja trwam w roli tey alfy i  łomegi. gdzie się ruszę, drepcze za mną osiem nóg i dwa ogony do pary, kulfony szturchają kieszenie dopominając się o datek.
sori, dupale tłuściutkie, odchudzanko w trakcie. ale jestem z wami. nawet bardzo.


kociarstwo też w formie. robal z upodobaniem ściąga mój ręcznik do wanny. uwala się na nim. coś tym mówi, ale co? z upodobaniem wbija się do łazienki strasząc mnie skrzypiącymi drzwiami w ciemności. powodując bulwers z wymuszania natentychmiastowego otworzenia drzwi do sypialni. no sory robalu, tak się nie umawiałyśmy.
generalnie te 12 nóg rozwala się po piernatach kołami do góry i nie tylko. znaczy tak samo ciepłolubne jak ja.
szare czterostope ciamka przy jedzeniu i myciu. słowo! ciamka i mlaszcze.

myszy tupczą pokątnie, kryją się przed nami jak duchy, czterpłapy merda się nocno poro do niewidzialnego. tfu, na psa urok! chyba zacznę pluć trzykrotnie przez lewe ramię. bo nerw mnie chyta.
nocą w znane dźwięki, oswojone, wkradają się nowe. szlag. coś dycha ciężko gdzieś w przestrzeni. i nie pies, nie kot.

coś, ktoś pęta się po okolicy. żąda uwagi. a ja spietrana uciekam pod skrzydła, tulę się do poduszki, szepcę w myślach modlitwy. ochraniam się. i nastaje cisza.

piątek, 3 kwietnia 2015

motylem byłam ale utyłam

i nic dziwnego. wieczorne czekolady zrobiły swoje. brak ruchu też. za przeproszeniem, ruchałabym się intensywnie, ale tu boli, tam strzyka.
ruch w formie chodu dobry, ale na krótko. rowerek, w końcu testowany, masakra. już nie tylko prawe kolano boli ale i lewe. fak!

w związku z powyższym, znajdując się z dala od pokus, zmieniłam sposób a raczej składniki żarcia.
sposobem zwyczajnym jadam, przy pomocy sztućców i talerzy, bez pośpiechu i do syta. do rozpęku.
faszeruję się zielskiem i proteinami. wykopałam węglowodany i dobrze mi z tym. przyznaję się do dwóch kromek pieczywa.

przez tydzień poszło precz 2kg bez żadnego wysiłku. poczekam na większy spadek i zacznę w końcu się ruszać. oby!

waga wyjściowa tydzień temu-68kg(!), teraz 66. a na starcie życiowym 48 w doskonałej kondycji. ech!

ile to kosztuje? 1 kg marchwi, seler naciowy, kapusta zwykła, pekińska, czerwona, nać pietruszki, kg jabłek, rzodkiewek pęczek. cebula, czosnek i co tam wpadnie w łapę. wszelkie warzywa.
minimum 5 rodzai malakseruję z oliwą, solą himalajską, sosem sojowym, cytryną i chili. tego ostatniego nie żałuję.
kupuję padlinę w formie mielonego. miącham bez buły z dodatkami dowolnymi i duszę z warzywami. w saganie mam jeszcze porcję eksperymentalną, bo z ogórami kwaszonymi. pycha:)

ile to może kosztować gdy na śniadanie zjadam 2 łyżki twarogu z k.romką pieczywa, na kolację kromę z miodem. fakt, na rozpuście miałam mus owocowy. lubię przegryźć kawałek kiełbaski, wędliny. tak z łapy. czasem.

surówa na 1 sztukę wystarcza na 4 dni, pulpety to samo.

jeśli ktoś ma chęć to niech liczy.

nie mam parcia na cuda- wianki. chcę schudnąć, a surówki pochłaniam migiem. znaczy się potrzebne.

trzymcie kciuki za spaślaka :)⅝

czwartek, 2 kwietnia 2015

:-)

przelot przez fb utrwalił we mnie pogląd od dawna zasiedziały. mianowicie: korzystanie przez wlładzę w zasadzie ze wszystkich dostępnych wzorców utrzymywania władzy i rządzenia na przestrzeni wielu wieków. ja wiem,że władza jest dobrodziejstwem. wynosi na szczyty obsypując przywilejami niedostępnymi dla planktonu. martyrologia naszego p-rezydenta jest dobitnym tego przyk@adem. o naszym słoneczku srtach wspominać.  chcerz żyć - kochaj i wys@awiaj jak nieprzymierzając jednego takiego bez względu na okoliczności. anajlepiej być jak sprawiedliwość. wiadomo.
odnośnie sprawiedliwości to odniosę się może do jej ostatyecznego ogniwa. znaczy się wykluczenia ze stanu - możesz pracować na podatki.
czemu ten kawałek? bo wybitnie świadczy o sprawiedliwości. wyobraź sobie że w twoich drzwiach staje w@adza i zaprasza cię do siebie celem.... dowolnym. zakładasz paletko. bierzesz dowodzik. pere groszy na powrót. i heja. jedziesz. hm....cóż to? to nie komenda to areszt śledczy. szczęściem nazwiesz trafienie do dobrej celi. jako tymczas jesteś pozbawiony widzeń, paczek. dostajesz wyprawkę : ręcznik, szczotę do zębów i pastę. no i mydło. i to tyle. masz zaproszenie namiesiąc to siedzisz w tym w czym tu trafiłeś. czeszesz się palcyma. 2 miesiące. 3?  tylko sprawiedliwość wie. po wyroku już lekcej. z górki. możesz dostawać paczki, widywać bliskich a nawet dostać intymną celę żeby spłodzić potomka.
czemu o tym?
 bo jakby przybywa takich delikwentów. szczególnie koleje przyczynią
się do takich działań. Gdzie tu sens i logika?

pamiętaj! wycodząc z domu miej ze sobą podstawowy zestaw a zanim zamkną się za tobą i funkcjonariuszami drzwi, uprzedź rodzinę żeby nie czekała. najlepiej przygotować zawczasu plan awaryjny. dobry adwokat mile widziany