Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzina. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Życie nieroba

Funkcjonuję na zasadzie emerytki. Bez stałej roboty, ale zajęta. Odchlewianie domu po zimie, tj pranie wszelkich piernatów, koców, poduch i poduszek weszło mi już w krew. Finał ,i czuję się bepracowa.  Prania wszelkiej maści ludzkie niemal na ukończeniu. Trochę letnich ciuchów wyciągniętych z lochów, buty przetrzebione. I co dalej młoda, piękna 50-cio latko :D
Tak Ci Mocium Państwo, połówka setki przekroczona fizys na tem padole. W ubiegłym roku odliczałam od poczęcia :p Baaardzo mi się chyba nudziło czy co? Ulubionego Sąsiada na małą kawkę  zaprosiłam. Tak - o!
W każdym razie Biblioteka jest aktualnie grana. I zapisy do szkół. Jakąś tam wybrałyśmy. Ale wszystko  po średniej jest trybem zaocznym. Jakieś dzienne uzupełniające jedynie na "prowincji".

Na Wojtyszkach i w domu dni podobne do siebie . Plączą mi się konkretnie. W sobotę chciałam załatwiać sprawy urzędowe :/ Fak!

Ćwiek wyfrunął za Śródziemie i ambasadoruje. Nawet nie dał znaku, że odlatuje. Fak!

Dziecię najstarsze siedzi i ma się dobrze. Siedzi nie w sensie, że w pace, ale ogólnie. PoTomek po operacji wyrostka, o czem dowiedziałam się po fakcie od Teściowej. Zbulwersowanej naszymi wzajemnymi relacjami. Hy! Trudno tu mówić o jakichkolwiek relacjach. Młodzież pojawia się jak ma interes, ew wydaje rozporządzenia, np co do jego poczty. Donieść, wrzucić do skrzynki i pamiętać o tym. A ja oczywiście wierzgam jak młode źrebię. Generalnie mogłabym być uprzejma ale rola Matki Polki z krwawiącym sercem już mi się znudziła.

Babiszonek na wygnaniu czyli w Otwocku. Też tam byłam ostatnio. Obsmyczyłam Bziuta. Pogadałam z Ciotką, ryknęłam sobie solidnie na widok pustego łóżka Wujka. Ech, brak Go :(

Z ważnych rzeczy-cv-ki i aplikacje różnej maści trzeba w końcu zacząć wysyłać.. Szukać, dłubać, grzebać.
Z mniej ważnych-ciągnie mnie do maszyny do szycia. Coś bym wymodziła?

Dzieciątko wkurza mnie deko. Odnoszę wrażenie, że przyjęła na życie  - mam nadzieję, że nieświadomie - system ojcowski. Znaczy się wisieć na rodzicielce ile się da bo Ona "się boi". Boi się, bo nie wie jak - szukać pracy na wakacje, szukać szkoły, podjąć jakąkolwiek decyzję wykraczającą poza próg domu.
Coraz bardziej zbliża się chwila gdy zacznę wierzgać, kopać, pluć. Oczywiście niedosłownie.  Jak Ja zmobilizować? X jeden wie!

Plan mi się kuje przewrotnie okrutny :/ Porzucić Dziecinę na czas jakiś. Wyjechać do Otwocka i Babelota uwiązać sznurkiem do siebie, żeby nie poleciała ratować "biednej" wnuczki. Niech Młoda uczy sie pływać. Innej metody nie widzę.

Jeszcze dziś zapiszę Ją do szkoły, którą sobie wybrała. A resztę niech sama ogarnia. Bym chciała zacząć myśleć więcej o sobie. A to takie niepoprawne politycznie ;p


poniedziałek, 18 marca 2013

To ja Ogr

Bo u mnie z poczuciem chumoru chyba kiepsko :D
Ale cóż, nawet święty nie jest idealny :DDD

Jakiegoś szwungu dostałam. Z lekkościa motyla uporałam się z przemeblowaniem. Trząsnęłam swoim i nie tylko dobytkiem jakby był pyłem :D
Ale MY tak mamy. Obie dwie. Ja I ONA. Ta Pierworodna. Nawet z dala robimy w tym samym czasie to samo. Tylko Ją pogieło, a mnie o dziwo nie. Tylko mięśnie bolą i tak czule zgrzytają kolanka przy kucaniu. Zgrzytają a nie "strzelają". Jakieś nienaoliwione takie :D

Szwung wiosenny, świąteczny czy co? Nie wiem :D W każdym razie objawy są dobre. Powrotu do normalności i życia. Ciasto upiekłam, pizzę trzasnęłam wespół z Młodą i ogólnie życie zaczęło tulić mnie do memłona.

Julka, wredny kot znowu nasikała na podłogę. Miksuje się jak może od kuwety. Nawet gdy w końcu trafi do łazienki to kombinuje, żeby nalać na podłogę. Nawet przy ludziu :/ Wre-do-to!!!

Z francy niemal sie wydłubałam. Został jeno kaszel. Czasami.
Na gardło znalazłam sposób. Żadne Dentosepty, żadne Amole, maści kamforowe, ssadła, psikadła. Witamina A+E w kapsułkach. 3xdziennie po 2. Rozgryźć i ssać do skutku. Efekt murowany. Gardło przestaje drapać i ogólnie samopoczucie się poprawia. :D

Lala wykazuje nowe zainteresowania.
Reaguje na dzwoniącą komórkę. Czyli przyszedł czas nauczyć psa przynoszenia telefonu. Kolejna umiejetnosć się przyda.

Babelot w akcjach zawieszania i kontaktowania z rzeczywistością przechodzi sam siebie. I już przestaje wkurzać a staje się źródłem nieustannego śmiechu.
Na ten przykład czekając na inauguracyjną mszę papieską - opóźniającą się wg Niej - doszła do wniosku, że widocznie Papa mówił coś co nie pasuje władzy i dla tego barany nie mogą jej oglądać. Barany - czyli zwykli obywatele.
Na hasło "barany zaczęlyśmy wyć z Młodą ze śmiechu. Babelot siedział nabzdyczony i rozkminiał o co nam chodzi. W koncu sama zaczęła się chichrać, bo dotarło do Niej, że w zasadzie mówiła o sobie. Ona spod znaku barana.
I tak kilka razy dziennie.

Nabyta drogą kupna kaczka na święta, czeka na swoją kolej. Zastanawiam się jak ją przyrządzić. Oko me pazerne padło na gęś - ale cena mnie odrzuciła. Niby za kilogram nie za dużo, ale ogółem za dużo. A gęsinę kocham, uwielbiam. Jakoś mi dobrze wychodzi. Jest soczysta, mieciuchna. palce lizać. A robię ją metodą "na odczepnego". Czyli nacieram sola i majerankiem. Do środka napycham kiszona kapuchę. A dokoła wrzucam jabłka. To nie zwykła gesina. To poezja :D

Żeby nie było, że tak mi cudnie i beztrosko to zdechła mi chyba na amien pralka. Dodatkowo systematycznie, jeden po drugim szlag trafia gniazdka i kontakty. Najzwyczajniej we świecie zaczyna siadać aluminiowa instalacja zakładana jeszcze w końcówce lat 60-tych. Szlag trafi w związku z tym mnie. Bo nieuchronnie czeka wymiana w/w. Grrr....

Czyli : poległ komp, pralka i kolejne gniazdko :/

Hasło na dziś - to mi nie potrzebne :DDD






poniedziałek, 4 marca 2013

Nic złego

W domu spokój i .... spokój. Młody wyciszył sie. Znalazł pracę i razem z Love pojechali dziś na szkolenie. Z Predatorem wychodzi rano i wieczorem a nawet częściej. Kupił mu wapno z witaminkami. Rozmowa jest na zasadzie -pytanie-odpowiedź. Postep :D

Dziś poniedziałek czyli ustawowy dzień prania. Jakoś muszę wprowadzić systematyczność w życiu  - wiec pralka szaleje.

Lekka "przebieżka" ze swoimi ulotkami. Może coś w końcu zacznie się kleić :/

Stwierdziłam, że grzebanie się w przeszłości-rodzinnej i wałkowanie wszystkiego tysięczny raz - zupełnie nie ma sensu, tak jak i wybieganie myślą do przodu i zamartwianie się tym co jeszcze się nie zdarzyło mija sie z celem. Szybko, nie?! :/ Żyję tu i teraz SWOIM życiem. Co nie znaczy, że zostawię HISTORIĘ. Zdecydowanie mam na myśli współczesne relacje.
Owszem, jakieś "natręctwa" sie pojawiają ale mocnym lobem wysyłam je na orbitę. Niech zdychaja w pokoju.
Czy mi z tym dobrze? Bardzo. :D 

Spacery z Predziem dostarczają dużo radości. Ale są też próbą sił. Dosłownie.

O ile rozkłada mnie na łopatki jego walka z "gryzącą" karłowatą sosną, o tyle "zaparcia"-tj. dalej nie idę -na rączki proszę, doprowadzają mnie do szału. Usiadzie Klocek na zadku i paczy mi głęboko w oczy. Albo usiłuje "rakiem" uwolnić się z obróżki. Przyznam, że młody wygrywa a mnie bolą ręce i kręgosłup. Terrorysta zakichany! A przeca trzeba socjalizować małą gadzinę :p

Faktem jest, że zachowuje się jak małe dziecko. Trzeba odwrócić jego uwagę, żeby ruszył z miejsca. A najlepszy jest do tego celu inny pies. Wtedy łapki nie bolą i świat jest piękny. Ale tu też musi być spełniony kolejny warunek. Kumpel nie może go zaczepić fizycznie. Bo wtedy rozpacz w ciapki i kwiki i panika.
Śmieszny jest. W stadzie psów chodzi dumny jak paw. Ogon do góry, łapy sztywne, głowa uniesiona. Do ... pierwszego pacnięcia łapą. Z dominanta robi się ciapol :D

Generalnie ma obsługe iście książęcą. Ja karmię i zabawiam, tudzież sprzątam. Młoda pierze pampersy po Smrodku, sprząta, ścieli podusię, tula, zabawia, Młody wyspacerza, tula, bawi no i nawet Babelot miłościwym okiem paczy na Predzia. Zagada, pogłaszcze. Bez zbytniego entuzjazmu, ale jednak :)

Poranek Szczylka zaczyna się potopem. Jak się uda to na podwórku, jak nie to w domu. Loteria. Potem dostaje michę, na którą z zasady się wypina. Więc jest zapychany geyzakiem. 10 minut żucia pobudza soki żołądkowe i sniadanko przyswajane jest w całości :D A potem juz z górki :D Tradycyjnie zagryza misie. Wyćmiktuje im ogonki, odgryza nosy. Szleje za Kotolotą. Mały rozrabiaka.

A za oknem wiosna panie sierżancie. Pączki na klonie leciuchno ruszyły. Ale ziemia jeszcze śpi. Z trawników dolatuje smrodek psich odpadów. Akcje Straży Miejskiej psu na budę się zdały a dostępność torebek jakos nie zachęca ludzi do sprzątania po swoich psach.
Szlag szczery mnie trafia. Szczególnie gdy młodego trzeba szybko przed blokiem odcedzić a on miota się we wszyskie strony usiłujac znaleźć czyste miejsce.
Już nawet odeszła mi ochota uszczęśliwiania właścicieli torebkami bo to i tak nie pomaga. Szczególnie w rejonach "niczyich".


A spacery są źródłem nieoczekiwanych znalezisk. Pomijam kasę z okresu przedkartowego.
Teraz można znaleźć: perfumy z Paryżewa, plecaki, żelazka, karty do bankomatu, dowody rejestracyjne samochodów. Koleżanka znalazła aparat cyfrowy. Mnie się zdarzyło w metrze złotą bransoletkę.
Złom złoty też trafiałam. Widać kogoś obrabowano no i resztki zostały :/

Warszawa wiecznie mnie zadzwia. Rząd wiecznie zaskakuje. Plusami ujemnymi i dodatnimi. Cóż, życie!


czwartek, 7 lutego 2013

Powrót do życia

Jakoś tak odnosze wrażenie, że wracam do siebie po latach niebytu. Zaczełam piś Aloe Vera i coś mi się odklapkowało  w łepetynie.

Z przyjemnością spojrzałąm na siebie w lustrze i z satysfakcja skomentowałam radośnie swój błysk w oku-" nic się nie zmieniłaś".

Rekawki zakasane, jakiś power we mnie :D i jakby co to szukam pracy :DDDD

A w domu nowy lokator. Szczeniak synem przytargany :/ Wieści nr 1 były takie, że dostał skądś jak już mieszkał u mnie. Wieść nr2 czyli, wysypał się - posiadał Predatora już na starym mieszkaniu :/ Czemu kłamią????

Mać jakoś się ogarnia, lata w końcu sobą po lekarzach.

A ja synem usłyszałam wczoraj, że jestem bej, czyli rumun, czyli dziad, bo bez pracy i wogóle. Sami wicie rozumicie :/

Spadam, bo chwilowo wpadłam do biblioteki a czas goni. Buzioki po wsiem :DD

piątek, 25 stycznia 2013

W drodze

Jutro ma zadzwonić wraczowa. A dziś przebieram niecierpliwie nóżkami i trochę mam boja.

Namówiłam do Mamy Jej Siostrę cioteczną. Takie spotkania zawsze sprawiały Jej przyjemność.

A Ciotka otwocka jakoś daje radę. Samotna, a ja się nie rozdwoję. Maci tam nie poślę i wogóle. Sami rozumicie.

Coś ostatnio mówiła Starowince, że wybiera się ze znajomymi nach Reich. Szerokiej drogi...sory...

Jak by tu została - i pewnie zostanie - to takie gadanie, testowanie, badanie gruntu, z którego nic dobrego nie wyjdzie, bo trudno coś doradzić - to będziemy dalej jechać.

Życie życiem i różne żale i osobiste krzywdy są i nie zdechną, ale, że tak powiem do apelu trzeba stanąć.

Bo choćbym chciała te urazy skitrać nie wiem jak głęboko. to zawsze jakaś zaraza, przy możliwej okazji bokiem wylezie i drze japę - " pamiętaj:..... " i wyskakują różne takie.

Mam nadzieję, że tak nie macie. Pamięć jest okrutna. Bezlitosna.

A na tazie Matula dała się przekonać - nie, nie mi - tylko Siostrze, do sporządzenia testamentu.
Przynajniej to będzie z głowy, nie będzie cyrku z sądami itp. Choć z Ciotką nigdy nic nie wiadomo :/

czwartek, 24 stycznia 2013

Pustka

Echem niesie w mojej głowie. Siedzę, przed kompem, wpisuje Gumtree, i inne Gratki w poszukiwaniu pracy i pustka, pustka, pustka...
Nie moge sie ogarnąć, nie mogę myśli ogarnąć, nie wiem co jest?

Jakaś taka wypadnięta jestem :/
Plan dnia przezornie wczoraj zrobiłam, bo mam czasem takie przebiegi na pusto i odbijam się same od siebie.
Nie ma letko, muszę d... sobie skopać i coś wymyślić. Alibo znów w marsze ruszać tym razem zimowe.

Ile moge wytrzymać?
Przetestuję :)
Jak dzieciaki były małe z akwizycją per-pedes śmigałam po 20-30 km dziennie na -20C.
Ale to było w innej epoce...
Motywacja teraz jakby mniejsza i wydolność takoż ...

Stawiam na marsze a po drodze zasilanie swoim CV każdej napotkanej instytucji.

Krzyżyka na sobie nie dam postawić i do końca JA będę rozdawać karty.

Mówiłam, że dam sobie radę!
Tak kochane dzieci.... mamunia nie pęka.... na czterech a dojdę tam gdzie chcę!!!!

Bez łaski i obrazy!!!!



środa, 23 stycznia 2013

NIe nauczysz słonia latać...

Na dziś czekamy na "konsultacje" na szczycie lekarskim. Do piątku. Może się coś wyklaruje?

Sąsiad szczelił focha :)... Bywa...

A ja na miście dopadłam siec i smaruję.
Plany mam rozległe ale staram się nie wybiegać myślą za daleko, bo zycie płata niespodzianki.

Starsze dzieciaki poza domem. W chatynce babiniec jak zwykle. Nawet żółw jest pci pięknej :)

Żyjemy, ogarniamy się. A ja ogarniam się i odpędzam od cudzych emocji i takich tam.

Czekam na feria Młodzizny - w planach prace remontowo-aranzacyjne. Na ile się da.

Jedno łóżko zniknie.

Taki live...nie ma na co czekać...realia dopadają boleśnie...

Na razie nic nadzwyczajnego się nie dzieję. Porządkujemy swoje sprawy, ustawiamy się dziobem do wiatru by jak najmniej boleśnie przepłynąć przez rafy.

środa, 16 stycznia 2013

Zamiatam


Poprztykałam się z Macią. O Wujka, o mnie i takie tam. Świnia jestem, wiem. Powinnam
zamknąć się w sobie, żeby starowinki nie urazić, nie denerwować ale mam w pewnych sytuacjach wk****.
Bo Jej się należy: skakanie dokoła niej, pielęgnacja, obchodzenie z delikatnością, bo we własnym Jej mniemaniu już jest taka bidulka, że tylko chuchać i dmuchać, patrzenie w oczęta i spijanie z Jej ust każdego słowa jak miodu i wyroczni.
A WAŁA!!!! A ja wredna sucz jestem. Nie łamię rączek i nie leję śloz. Tylko mówię jak białemu człowiekowi - masz ropień od zasyfionych zębów.
Lekarz namówiony do domu bo nie doszła by do przychodni. Już oczami wyobraźni widzę szopkę u stomatologa. Wiele jeszcze przede mną.

A teraz stoi nade mną i żąda ostatnich wyników lotka, bo wicie-rozumicie, czymś trzeba się zająć.

Pierworodna z lekka powraca do siebie. I bardzo dobrze. Trza być twardym nie miętkim, choć poTomek lubi wersję odwrotną. 

Powiem Wam, że nie jest lepiej. Jest zdecydowanie lepiej. Jakby mi kto sił dodał i nawet domyślam się kto. Dzięki.

W planach rewolucja czyli przemeblowanie, pucowanie i wywalanie zbędnych rzeczy. Galopem muszę Ją postawić do pionu i do Ciotki odstawić bo : 1. pozagryzamy się. Ja nie mam cierpliwości. Zdechła mi z rozpęku. Mogę opiekować się jak chora, jak coś konkretnie wiadomo, ale w pierdach odpadam. 2. Jak Rejtan będzie broniła syfku. I nic nie zmieni Jej podejścia.
A ja w końcu mam dosyć oddawania po kawałku swojej własnej przestrzeni w każdej dziedzinie. Ma talent kobita do zawłaszczania.
I urodę do rzucania kłód pod nogi.
Krótko-nic nie mogę Jej powiedzieć na temat mojego życia, bo wszystko, ale to dokładnie wszystko mi się pieprzy. Robi się labiryntem bez wyjścia.
I mimo, że to moja Matka, zastanawiam się jakie uczucia we mnie wzbudza. Na dziś-przewaga negatywnych. I nie mam moralniaka. No może ciut, ciut.

Rzut na taśmę. Ma przyjść fachowiec do drugiego staruszka-kompa i zreanimować go. Chłopak jest miszczem. Mówię Mu, że nic nie działa-On na to _ nie szkodzi. Mówię mu, że masakra- nie szkodzi- damy radę. Bo ja poczebuję kompa co to odtwarza DVD. Dla Heroes. Bo jak zabierze mi Pierworodna modem do netu to kicha. A tak lizaka będę miała na pocieszenie. I doprawdy mam głęboko w d***, że wydaję ostatnią kasę na to. :/

wtorek, 15 stycznia 2013

Po


Jak w takich razach bywa nastąpiło spotkanie familijne. Wszyscy pochowali urazy w kieszeń nad kawą i kruchymi ciasteczkami. Było prawie sielsko.

Ciotka z wizgiem lata i ogarnia i co chwila coś robi, żeby nie myśleć, nie zastanawiać się, nie rozkminiać. Ich małżeństwo było z rodzaju HOT. Jak mocno się kochali to z równą mocą się żarli. Chyba z upodobaniem i dla rozrywki. Głównie Ona. Lekko nie mieli ze sobą a Wujo... prze*****, choć i Jemu nic nie brakowało.
W każdym razie komentarze koleżków Wujaszka brzmiały tak
-Ona pewnie krzyżem leży pod trumną i błaga o wybaczenie. Charrakter to Ona ma, oj ma. Ale to może przy innej okazji...

Wracam do codzienności. Dziurawiec też powrócił w podwójnych ilościach i już lepiej.Przy okazji wyszła po raz kolejny wyrodna mać ze mnie. Że nie przyjęłam Pierworodnej po raz kolejny na swoje hektary. Że nie ogarniam Jej rozpiździaju emocjonalnego.Że uważam:- jak się powiedziało A to i reszta musi być. Ma małża itp... i tego się trzymajmy. Albo prosto z mostu mówmy co i jak, a nie to, sro, owo. Bo ja nie wyrabiam. Nie mam dystansu, nie jestem terapeutą i nie będę jechała na poczuciu winy. I ma być konkretnie TAK-TAK, NIE-NIE. A nie chuśtawka i może :/
W każdym razie na ten moment jest u brata a potem u koleżanki pokój będzie wynajmować.

Powrót do Warszawy z poTomkiem na wesoło. Ani Mru Mru to smutni panowie przy Nim. Zaczynając od tego, że jestem wizytówką dobranocek, Teletubisiów i Ulica Sezamkowa to moje miejsce. Z powodu czapki. Najcieplejsza ale urody raczej rasta :) Tęcza na głowie :)
Nie będę cytować Młodego bo to humor sytuacyjny. Się nie da.Mój synuś mocno stawia mnie do pionu. Mówi, żebym z większym dystansem podchodziła do wszystkiego, nie angażowała się tak mocno emocjonalnie. Nie to, żeby być obojętnym ale raczej myśleć o sobie. Wypracował sobie metodę, odcina się od zbędnych rzeczy. Słuchawki na uszy i pierdziu!

Babulindka siedzi w domu u Ciotki. Cóś Ją dopadło. Urodę okołodomową zaczęła poprawiać czyli odśnieżać z lekka. I jest efekt :( Węzeł chłonny pod uchem wielkości cytryny :( Gorączka, dziś ma przyjechać lekarz. Zobaczymy co wymyśli.Jest a jakoby Jej nie było. Czasem coś Ją zainspiruje, wciągnie a wtedy się ożywia. Ale głównie siedzi, leży, obserwuje lub zastanawia się nad różnymi sprawami a ścieżki jej myśli są niezbadane.

Na ten przykład wymyśliła, że ja z Dzieciną przeniosę się do Nich a mieszkanie przepisze się na poTomka, bo On nie ma gdzie mieszkać.Oczami wyobraźni zobaczyłam siebie pod mostem, albo w kanałach. W ŻYCIU!!!! NIGDY!!!! Nie ma takiej możliwości!!!Dwa razy ćwiczyłam mieszkanie w Otwocku. Póki Ciotka żyje nie zamieszkam tam!!! Potem też nie, nie ma opcji!!!!

( Transfer dziś tak nędzny, że wszystko mi opada. Niby pokazuje, jak się rozbuja, że jest 2 i coś mB, ale faktycznie z powodu słabych możliwości przerobowych kompa jest na styku łączenia - MASAKRA)

czwartek, 10 stycznia 2013

Kontynuacja z gratisem

Gratisem są chore koty Pierworodnej. Podobno na koci katar zapadają tylko kocięta a tu suprise. Obie koteczki zasmarkane. Kichaja tak, że mało im się głowiny nie urwą. A moje szczęściem nic. 
Choraski od wczoraj na antybiotyku. Szczęściem znam Kocią Mamę i ona podpowiedziała jaki lek podać. Szczęściem znam weta i on nieodpłatnie wypisał receptę. I szczęściem jest, że lek jest tani więc żyć będą.

Jakaś magia jest w tym wszystkim. Coś niebywałego. 8zł ratuje życie.

A w Otwocku - Wujek na podłodze. Wczoraj spadł, przeniesiony na łóżko znajomymi po jakimś czasie znów się zsunął i już tak został. Otulany , nieprzytomny wędruje po podłodze wołając Mamę i Babcię.
Szpital nie przyjmie, w domu nie ma jak go unieruchomić więc radzą sobie Obie jak mogą.

Ciocia już staje do apelu, Mama trzyma się mocno ale przeżywają Obie strasznie.

Ja się w końcu wyspałam. Tylko nocą Pampuszek kichusiał mi w ucho.

Przyszła wieczorem do mnie , popatrzyła, dostała zaproszenie i zaległa stutonowym kotem przesłaniając ekran telewizora. I włączyła mruczenie. Zadowolony był kot :)

Mała Kotka znikła. Znaczy się rano nie było jej w szafie na półce. Znaczy się antybiotyk działa i ma się lepiej. Spała na krześle.

A cały wczorajszy dzień obie chore okupowały 2 półki w szafie.

W domu spokojnie. Młoda jeszcze śpi. A ja będę brykać po południu do Wujostwa.  Taki live.

Może PO przeniesiemy się tam z Anią a mieszkanie wynajmiemy? Może. Bo Ciotka sama nie da rady. A kasa się przyda. I "radośnie" będę kwitła z dwiema staruszkami i Dzieciną. Ciemność wiedzę, ciemność :(



wtorek, 8 stycznia 2013

Zalegam

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to fakt, że mam zupełny chaos w głowie. Zupełnie wątki i tematy mi się poplątały. Rutyna, rutyna, rutyna... żadnego wyjścia poza i to mnie wkurza. Nie potrafię określić CO bym chciała, CZEGO mi potrzeba. Głupie to zupełnie!!!!

I nie ma na to wpływu ani sytuacja gospodarcza czy polityczna. Głównie rozwala mnie brak stabilizacji w domu.  Generalnie okazuje się, że nie panuję nad niczym.  To znaczy, chciałabym, żeby moje rady były wysłuchane i żeby ktoś choć przez chwilę zechciał się zastanowić nad tym co powiedziałam. Bez histerii czy odrzucania na zasadzie NIE bo NIE czy z powodu, ze wymaga to wysiłku. Grrr....Żeby zechciał porozmawiać, starał się zrozumieć w perspektywie czasu. Ruszył troszkę głowiną. Ale to chyba zbyt trudne.

Co sobie na dziś zapodałam? Ech... zdjąć pranie, powiesić nowe, pozmywać sagany, zrobić obiadek i jak się da :DDDDD dorwać do Heroes.
To moja ukochana gra. Wędrowanie przez różne krainy, budowanie własnych miast, siekanie się z wrogami :DDDD
Polecam III z głębi serca i od razu mówię, że wciąga jak żadna gra. Przynajmniej mnie :DDD

I pozwala oderwać się od rzeczywistości. Daje dystans

Korzystam z łapka już nie na palec ale myszą kierowany. Pierworodna nabyła na Giełdzie Komputerowej, rzut beretem od nas, taką śmiszną. Malutka i sprytna. Ma rowek dokoła, w który nawija się kabelek i dziurkę na wtyczkę usb. Spakowana wygląda bardzo apetycznie :DDD

Nic specjalnego mi się nie śniło. A szkoda. Bo ostatnio 2 białe księgi czarno grawerowane.
Miałam od razu nieprzyjemne wrażenie, że rzecz dotyczy Wujka i mojej Mamy. Bo Ona ....coraz mniejsza ma chęć życia i przygotowuje się coraz bardziej do przejścia.

Mam u siebie w czytelni bloga o Alpakach. Tam jest bardzo ciekawy artykuł na temat dysleksji. Czym jest. Jak odbierają świat dyslektycy. Hmm...
Lektura zmuszająca do zastanowienia. I zmienia bardzo spojrzenie na świat i innych ludzi. Odkrywa ich i uczy szacunku. Po raz kolejny. Spojrzenie z innej perspektywy. Bardzo twórcze.


To było kilka dni temu.
A dziś padaczka totalna. Cały dzień przespałam, przeleżałam. Nie byłam w stanie nic robić. Zawaliłam jedną sprawę. Świat się nie wali ale...

Wujek ledwo już kontaktuje. Nie z powodu, że  coś ale nie ma siły mówić. Wszystko jest ogromnym wysiłkiem. Już nie mówi normalnie. Szepce prawie niedosłyszalnie. Z człowieka zostały tylko wielkie, wyraziste oczy.
Jeszcze  mówi, że spać mu się bardzo chce.
Powiedział mi, że niedługo umrze :(((

 A Ciocię dopadło zapalenie oskrzeli. Wieczorem gnałam do Otwocka by wykupić Jej leki bo ani siły ani pieniędzy nie miała. A w aptece cyrk. Bo antybiotyku nie ma. Tzn tego przepisanego, najtańszego. W hurtowni też go brak. Oczyma wyobraźni widziałam, że czeka mnie ganianie po wszystkich aptekach ale na szczęście w kolejnej był . Ufffff

Ciężko mi wyjeżdżać stamtąd. Naprawdę. Troje starych samotnych ludzi.

Mama się trzyma. Ale wiem, że ciężko odchoruje to wszystko. Na razie się trzyma. Siłą i mocą ducha.

Ciocia prosi bym się Nią zaopiekowała. Zostałam Jej tylko ja.

Będzie co ma być.


Na szczęście poTomek uspokoił się trochę. Dziecina też się ogarnia. O tyle jest dobrze.

Ale wyć mi się chce. Tak bardzo boli w środku.

Dlaczego????

piątek, 21 grudnia 2012

Sadystka? Nie! Masochistka!

Znęcam się nad sama sobą szukając w necie informacji. Już pół świata przeszukałam i efekty mierne :D Czas zabrać się do dzieła z innej strony. Zacząć systematycznie używać Crtl+F. Szybsze :D i wydajniejsze :D

Krótko? Cóż, zdarza się. :D

Wieczorkiem tak se pomyślałam, że ta moja rodzina mikrutka i jak dzieciaki pójdą każde w swoją stronę, nie będą się trzymać razem to ciemno to widzę. A dziś rano :DDD taramm.....

Majlik od nieznanej krewnej. Odnalazła mnie dzięki blogowi. Wiekowo podchodzi pod moją młodzież. No i bardzo dobrze :DDD

niedziela, 9 grudnia 2012

Powiało grozą

Powiało grozą

-12 na termometrze. Brrr... Ciary na plecach .... Ja chcę ciepełka... Nie lubię zimna, nie lubię mrozu. Zima podoba mi się zza okna i jak jest max -5C. Nic na to nie poradzę. Wymroziłam się, wyłaziłam przy -20, -25 i wystarczy.
W domku też chłodno, oj chłodno. Trzeba by towarzystwo trochę rozruszać, ale sama popadam w stan hibernacji i jakoś mi to nie wychodzi.
Pierworodna z lekka kicha i chrumka-przyziębiła się. Całymi dniami wisi na telefonie Wrrr.... Gada, sms-uje wrrr....
Pogadać się nie da, wrrr.... pointegrować się nie da, wrrr....
poTomek nawiedził nasze progi. Pohałasował, powymądrzał się, zrobił dym i się zmył. Dymiło się z powodu świąt.

Gdzie? Kto? Za ile?
Denerwuje mnie to wszystko. Ten przymus świętowania.
Najchętniej bym gdzieś spieprzyła i wśród obcych ludzi, z którymi nie mam wspólnych wspomnień zaczęła je przygotowywać. A potem zasiąść do stołu.

Prawdę mówiąc lubię święta. Lubię moje wspomnienia z okresu dzieciństwa.Nie te dotyczące prezentów. Bo te dostawałam zamiast rózgi. Były beznadziejne.
Ale nie one były najważniejsze. Był klimat, wypatrywanie pierwszej gwiazdki, wspólne celebrowanie Wigili. Konieczność skosztowania każdej potrawy. I poczucie bezpieczeństwa. Że nic złego się nie przydarzy.

Dziś chciałabym zasiąść wśród bliskich sobie, takich, którym mogę zaufać, którzy nie ranią, nie kłamią.  Chciałabym z całą serdecznością i otwartym sercem móc złożyć życzenia. Czy są takie osoby przy mnie, w mojej rodzinie? O, z całą pewnością nie!
Czy ja jestem tą, która posiada te cudne cechy? Staram się, a jak wychodzi, to inni mogą ocenić.

Zdecydowanie wolę wspomnienia od realu :(Fajnie jest robić święta dla małych dzieci. Jeszcze nie ma doświadczeń wieku dojrzewania, jeszcze koszmar przed nami. Nie potrafię się odciąć, zwłaszcza gdy Młody przychodzi i się wykłóca, gdy Najstarsza zamyka się w swoim świecie, gdy Babulina olewa wszystko, gdy doświadczenia z dalszą rodziną nie są fajne. Wtedy się nie chce. Mi się nie chce. Wszystko opada i nawet już nie pytam siebie - po co?

piątek, 2 listopada 2012

Pro Memoriam

Mój Tatulek. Tu miał 15 lat?.JPG
Dzisiaj choćby mi dupsko miało zamarznąć pójdę na Powązki i Ewangelicki. Wczoraj poTomek nawiedził mnie/nas. Miło było. Nakarmiłam, napoiłam. Dodomił się trochę i wieczorem w deszczu pojechał na Cmentarz. Krejzol :D Ale to szaleństwo po mamuni ma :DDD
Fajnie jak dzieciak wpadnie, nawet gdy paskuda jest czasami. Kocha się, złości się, denerwuje, za okno by się wystawiło. Ale jak minie złość i żal, to dobrze, że jest.
Hahaha... trąbolot wyłożył kołdrę na balkon przed wyjściem, żeby się wywietrzyła. Mokra? :DDD Na 100% Ale da radę :DDDStrasznie przykro mi jest, kiedy mówi, jestem dorosły, mam swoje życie, nie potrzebuję już ciebie i Ona też. Wiem o tym, doskonale wiem. Ale ja  potrzebuję. Matki jakoś tak mają w głowach, że kochają do końca siebie i dłużej.
Dzwonił z cmentarza, bo nie mógł trafić prawie w ciemności.
Okazało się, że była na grobowcu tylko wiązanka z ZASP-u i lampunia.

Tylko poTomek i ZASP. Smutne. Choć nie ma się czemu dziwić. Rodzina malutka. Z żyjących jest ciotka-chora na serce, ja, Mama, dzieciaki, Łodzianie i wuj w Sieradzu. Starzy przyjaciele rodziny poumierali, niektórzy zapomnieli, niektórzy nie bywają, bo już nie mają interesu w tym. Ej życie, życie.

Kiedy byłam mała wyjazd na cmentarz to była wyprawa. Celebracja. Uroczystość. Każdy ciepło i odświętnie ubrany. Spędzaliśmy przy grobie 2-3 godziny. Przychodzili znajomi, z wszelkimi rewerencjami byłam przedstawiana jako WNUCZKA, córka Januszka. I zawsze były okrzyki-jaka ona do niego podobna!
Za każdym razem, gdy stoję przed grobem myślę o ogromie cierpienia i rozpaczy Dziadków po śmierci mojego Tatusia. O Dziadku, który nie był w stanie opuścić Syna, który w noc po pogrzebie leżał razem z nim. Tatuś tam w środku, Dziadek pod grobem. Nastepnego dnia siłą Go zabrali. Zamarzł by, nie odszedł. I gdy ktoś - ciotka - pierdzieli chore kocopoły, to mogę się tylko popukać w czoło. Padalica i tyle. O niej też napiszę, ale muszę być solidnie na wk...

Na Powązki zawsze byłam prowadzana, ale na Ewangelicki już nie. Nawet o nim nie wiedziałam. Że jest tam rodzina. Dopiero w tamtym roku (chyba) Mama mi powiedziała, że Dziadek tam chodził, do swoich Dziadków. Przypadkiem trafiłam w necie na informację o nich. No i wiecie co dalej.

Chodziliśmy na grób młodego Piaseckiego, który zawsze był pokryty bukietami czerwonych róż, zawsze mnóstwo zniczy sie na nim paliło. Tak było gdy żyli jego rodzice. Może żyją jeszcze, ale grób już nie taki. Pusto na nim. I na tysiącach grobów powązkowskich też. Wieczorem mrok prawie ciemność. A kiedyś? Było jasno jak w dzień niemal. Każdy grób "płonął", "świecił".
Może jeszcze ludzie dojdą, dojadą. Może znów stanie się jasność na Powązkach?

Dobrze, że w tamtym roku udało się Mamiszonka tam dowieźć. Jeszcze choć raz mogła tam być. Wzruszona była

niedziela, 7 października 2012

Jestem Błąd, Wiel Błąd

No taka samokrytyka czasem ze mnie wyłazi. Po prostu klasyka - "Mądry Polak po szkodzie" jak

ulał pasuje do mnie. Zwyczajnie się przeliczyłam. Ze wszystkim. Wydawało mi się że góry

wiecznie przenosić będę, że praca na mnie będzie czekać i to nie jakaś tam ale odpowiadająca

mi. A tu dupa!

W chwilach permanentnego kryzysu włącza się myślenie. Że powinnam rozsądniej, oszczędniej.

Że odkładać w skarpetę choćby trzeba było, że ... Tych ŻE zapełniłoby morze.

Pocieszam się z lekka, że życie jest nieprzewidywalne ... ale kto zabronił mi myśleć czy

choćby korzystać z historii. Doświadczeń innych i rad. Ale w pewnym momencie jakby byłam bez

wyboru. Albo praca na etacie za psie pieniądze i konieczność użerania się o alimenty,

oddanie dzieciaków do domu dziecka, albo wziąć wszystko na klatę, jak A to i B, i ciągnąć na

ile się da i jak się da. Szczęśliwie jakoś się udało. Z problemami i pod górkę. Dzieci

dorosły. A ja zostałam z dupą na lodzie. Na własne życzenie. I z powodu własnej

bezmyślności. Tatusiowie dupy w troki zabrali. Jeden wiedzie szczęśliwy live i udają, ze nie

ma córki. Drugi w ramach rodzicielstwa odpowiedzialnego nadawała Młodemu - " Ty nie słuchaj

tych głupich bab", mijał w drodze po piwo dzieciaki rzucając jak kumplowi zdawkowe cześć. Bo

to przecież dzieci powinny do niego przychodzić. On czekał, cały czas czekał. Blać

jebana!!!! Gdy przychodziłam o wsparcie w wychowaniu - nigdy, ale to nigdy mnie nie poparł. Jakoś mam

już wszystkiego dosyć. Idę, jadę, chodzę, zbieram, szukam, uciekam... przed szarzyzną i miernotą. A coraz

bardziej w nią popadam. Jak wybrnąć z tego nie wiem.

Zazdroszczę młodym rozsądku, którego mi zabrakło. Z perspektywy czasu wiem, że najpierw

powinnam zabezpieczyć sobie tyły, w sensie niezależności w każdej dziedzinie, a dopiero

wtedy gdy okazałoby się, ze stać mnie na dzieci robić je. Myslę, że o to moje Progenitury

mają do mnie żal. Że nie miały mnóstwa rzeczy, które posiadali inni rówieśnicy. Gupio

myślałam, że miłość i poświęcenie wystarczą. Gówno! Nie wystarczą. Jak brak szmalu to walą

się najlepsze relacje. Bo dziś pieniądze to życie.

Uciekam z domu żeby nie patrzeć na dziesiątki rzeczy które powinnam już zrobić. Właśnie

zaczął przeciekać dopływ do kibla. Jutro! Jutro się tym zajmę, bo dziś głównie mi się oczy

moczą. Przejdzie, minie. Wiem... jakoś dam radę.

Do szału i łez doprowadza mnie Młoda gdy w tej sytuacji udaje/nie widzi, że jest kiepsko. Że

w momencie, gdy trzeba się na szybko ogarniać Ona zaczyna porządki w szafie a na zwrócona

uwagę i ponaglenie reaguje fochem. Boszszsz ... zwariuję!