niedziela, 19 sierpnia 2012

Grafomańska Mła

Lala-zupełnie nie wsiowy pies
    Helka rano wstała, przemyła wodą twarz i powlokła się na podwórko. Dzień jak co dzień. Najpierw to co najłatwiejsze.

Wypusciła kury, sypnęła trochę ziarna. Rano nawet nie musiała cipać, same wiedziały, że śniadanie zaraz bedzie i nie rozłaziły się po krzakach. W owczarni matki z młodymi  pchały się jedna przez drugą do drzwi. Duchota w srodku panowała okropna. Najchętniej zostawiłaby je na łące, ale pełno złodziei dokoła. Wracając zgarnęła wiaderko na mleko. Jeszcze tylko przemyje wymiona i zdoi wariatkę. Melania ma nierówny charakter. Raz stoi spokojnie, raz miota się jak wściekła. Trzeba dokupić jeszcze ze dwie kozy i jakiegoś fajnego chłopaka. Tylko co? Jaką rasę? Przydałaby się mleczna i mięsna. Sentymeny i ckliwość trzeba odłożyć na bok, micha jest pierwsza.
Zaniosła mleko do ziemianki, na chwilę przystanęłą prostując plecy. Jeszcze mnóstwo pracy przed nią, żeby podwórko wyglądało tak jak chce. Wiadomo, nie od razu Kraków zbudowano.
Miszka patrzy na nią jak na kretynkę. Zapomniała o mnie baba, czy co? Nie zapomniała, tylko pamiętliwa jest.
Koniu w dupie się poprzewracało. Zagonić zarazy do stajni nie było sposobu. Zabawę w berka se urządził.
Ok myszaty. Nabzdyczona trochę na konia sypneła mu trońkę owsa i zabrała się za zgrzebło. Pył wirujący w promieniach słońca uświadomił jej, że nie jest to coś czym chce oddychać. Zostawiła otwarte drzwi i poszła do domu na śniadanie.
Chwilę się zastanowiła co zjeść, czy coś na ciepło czy na chybcika wrzucić w siebie cokolwiek. Wybór był szybki. Mleko, wczorajsze jajka na twardo.
Z kawą przeszła do niewykończonego jeszcze pokoju. W przyszłosci ma być tu biblioteczka i miejsce pracy i spotkań towarzyskich a na razie soi tylko stół, krzesło, komputer i dziesiątki kartonów z książkami. Na razie w domu z robotą nie szaleje. Przyjdzie na to czas zimą jak skończa się zajęcia na dworzu.
Musi poszukac dobrej hodowli. Najpierw kozy. Rasa najlepiej pierwotna odporna na trudne warunki atmosferyczne i mało wymagajaca pod wzgledem pokarmowym. Sprawdziła to już na owcach. wrzosówki to jest to! A teraz psy. Jest Lalka, ale ona dobrze się sprawdza na łańcuchu. Bojowa wtedy jak rotwailer, ale po pierwsze nie ma zamiaru ja tak trzymać po drugie potrzebna jest na pastwisku. A tam średnio sie sprawdza. Życie na wsi bardzo wszystko ułatwia. Nie ma śmędzenia i wymyślania cudów-wianków. Tu jest swoista walka o przetrwanie więc i pies musi być odpowiedni. Będzie PON-ica i podhalanka.
Dziś jeszcze musi wykończyć brog. Niech będzie uwielbiony ten co wymyślił wkrętarkę. Bzyt i już, co trzeba przymocowane.
Wyczesać, oczyścić Miszkę i zaprowadzić dzieciaka na pastwisko.
Załatwić siano, słomę, owies i pszenicę. Przelecieć się po ogródku. Wyzbierać spady w sadzie.

sobota, 18 sierpnia 2012

Popołudniówka

Dziś po południu. JPG

]

    Na spacerze w Łazienkach udało mi się  zrobić tekie zdjęcie. Andaluz z Lusitiano. Tak se cuknęłam. I wyszło takie cudo    

Dokad idziemy, czego szukamy

Lato 1983.JPG

Wiek nastoletni jest najgłupszym z możliwych. Szaleją hormony - tak nam mówi nauka, choć nie wiedzieć czemu, z relacji starszych oni jakoś tego nie doświadczyli. W głowie się burzy a jednocześnie trzeba podejmować decyzje stanowiące o całym życiu. Trochę to głupie, ale taka jest zasada. Model amerykański zakłada różne opcje od samodzielności po przekroczeniu 18 roku życia, do wsparcia aż do osiągnięcia pierwszych znaczących sukcesów. To opcja dla finansowo zaawansowanych. A jak to w PL wyglada? Starzy po trupach ciągną dzieci w górę. Dzieci z uporem godnym lepszej sprawy w przeważającej większości ciągną w dół. Model pierwotny grup rówieśniczych jest bardziej atrakcyjny od świetlanej przyszłości. Z czego to wynika? Po pierwsze z braku komunikacji w rodzinie, czyli zwyczajnych rozmów. A także brak autorytetu, nadmierna opiekuńczość i pobłażanie.

Pamietam gdy Pierworodna kończyła podstawówkę. Żebrałam, żeby choc na 5 minut przysiadła nad chemią. To 5 minut wystarczyłoby. Zdolna nieprzeciętnie chwytała wszystko w lot. No i oczywiście pośliznęła sie na chemii. Zabrakło Jej punktu czy dwóch. Nie było dramatu bo i tak dostała się do dobrego LO. Ale... mogła być w jednym z 5 najlepszych w Warszawie.

Młody - klasa informatyczna - " Mamo, czy ty wyobrażasz sobie, żebym siedział w jednym miejscu i pisał programy komputerowe?" Ja tak, on nie. W efekcie pracuje na budowie i choć nie narzeka, wiem, że żałuje. No cóż, pociag odjechał.

Ja kilkakrotnie próbowałam nadrobić zaległości edukacyjne. Nie wyszło. Były ważniejsze rzeczy do ogarnięcia a teraz nie wiem czy jest sens. Niewątpliwie brakuje mi jakiegoś uporządkowania w tym co wiem. Dalej jest we mnie ogromna ciekawość i chęć poznania. Ale ciągle na plan pierwszy wychodzi praca, której brak, choć krok po kroku staram się odbudować finansowe podstawy. Wiem z doświadczenia, że potrzebuję na to przynajmniej dwóch lat. Szybciej się nie da. Może nawet dłużej to potrwać. Kryzys, bezrobocie.

Wiek średni też nie należy do najlepszych. Nie wiem jak tam z facetami, ale odnoszę wrażenie, że też im lekko nie jest. Kobiety przekwitają. Skoki hormonalne - uderzenia zimna i gorąca, huśtawki nastrojów. Zaczyna się sypać coś co zawsze dobrze funkcjonowało. Dzieciaki wyfruwają z domu i robi się coraz puściej dokoła. Z jednej strony przyjmowałam to z ulgą, bo miałam coraz mniej sił na ogarnianie wszystkiego, z drugiej ogromna tęsknota. I faza nr1. Idealizowanie przeszłości. Chore. Wiem. Faza nr2 to akceptacja faktów a przynajmniej bardziej realne spojrzenie wstecz i tu zaczyna boleć. Bo wcale tak pięknie to wszystko nie wyglądało. Wiecznie w pędzie w sezonie, nadrabianie jakiś zaległości a poza sezonem walka o przetrwanie i poukładanie tego co się rozsypało. Wyrzuty sumienia, że nie dostrzegałam, mijałam pewne znaki, zdarzenia. I próba wytłumaczenia przed samą sobą. Różnie to bywa.

Co chciałam osiągnąć? Przede wszystkim zapewnić wszystko co możliwe dzieciakom. Jeśli powiedziałm A to i B też musi być jako naturalna i oczywista konsekwencja. Dwa małżeństwa, dwa rozwody, dziadowskie alimenty, trójka dzieci+babcia i sama do ogarniania. Nie moge powiedzieć, że Mama nie pomagała. Owszem, na swój sposób. Tak jak uważała za słuszne. Próby ustalenia pewnych zasad zawsze spalały na panewce. A, że byłam zależna mieszkaniowo od Niej, uważała, że ma prawo do ingerencji na każdej płaszczyźnie. Mój autorytet jako rodzica zdechł w związku z tym zanim miał okazję się narodzić. Gównianie, bo najbardziej odbiło się to na dzieciakach.

Do czego doszłam? Do narożnika. Nie poddaję się. Czeka mnie kolejna walka, tym razem o sibebie.

Co moge podpowiedzieć tym, którzy są młodymi rodzicami? Nie opowiadać bajek i bzdur. Przedstawiać świat taki jaki jest we wszystkich jego odcieniach, oczywiście odpowiednio do wieku. Surowo karać za przewinienia i pozwalać ponosić konsekwenje a jednocześnie kochać całym sercem. Odpowiednio motywować. Co do tego ostatniego mam bardzo mieszane uczucia, bo tak naprawdę w przeważającej większości wypadków sprowadza się to do przekupstwa. Zrobisz maturę - dostaniesz samochód. Zdasz z dobrymi wynikami do LO - wyjedziesz tam gdzie chcesz, choćby miał to być drugi koniec świata. Z perspektywy młodego jest to uczciwe, bo przecież ciężko pracował w szkole. Nie dociera do niego, że jakby łaski nie robił, bo to jego obowiązek.
  

Sierpień 2012. JPG
  

A poza wszystkim omijać wszystkie rafy i z uśmiechem podchodzić do życia.

piątek, 17 sierpnia 2012

Potter


mi brzęczy za uchem i nie sposób się skupić. Trudno!

Pojawił się Bigpop - tak jak królik z kapelusza wyskoczył dla ludu. Posłaniec Supermena.
Pono nie z nagła i nie z przypadku - sprawę obgadywano od 2010.

W każdym razie, mimo przyjemnej dla ucha barwy głosu, jak dla mnie jest persona non grata, szczególnie, że nawet na milimetr nie rozdziawił pyska w obronie dziewczyn.

Pachnie kawa

Fota z netu
bez mleka i cukru. Bo ja tania kobieta jestem :)

Od kilku lat nie piję mleka. Posłuchałam mądrego człowieka i odstawiłam. I skończyły się katary, kaszle, infekcje. Nic mnie nie chwyta.
Mleko krowie zawiera kazeinę i inne składniki, które są korzystne dla cieląt. Nadmiar tego dobra odkłada się w różnych miejscach człowieka a potem musi być usuniety z organizmu. I tak powstaje katarek, kaszelek.

Żebym tak mądra była i potrafiła odstawić fajki byłoby jeszcze lepiej.

Słucham wieści o problemach z budową 2 linii metra i zastanawiam się czy Oni wogóle coś myśleli. Kuźważ! Zaskoczeni kurzawkami, ciekami wodnymi. Przecież to jakby oczywiste gdy buduje się na skarpie i w starorzeczu. Ciekawa jestem, czy miszczowie zapoznali się z jakimikolwiek archiwaliami.

Przez ostatnie 2 dni w domu było cicho jak w rodzinnym grobowcu. Panienki, znaczy się ja i Dziecię wymieniły kilka cierpkich uwag na swój temat i zrobiło sie gorzej. Sytuacja się już normuje, bo nie da się mieszkać razem i nie rozmawiać. Oczywiście jak zwylke ja zaczynam, bo dzieciny mają charakterki po byku! Cała trójka. Jak się zatną, to Boszsz... Krowa to przy nich bardzo elastyczna istota :/ Matka to samo ZŁOOOOOOO :D

Tak mi się trońkę smutno zrobiło gdy oglądałam dzieciowe zdjęcia z wyjazdu na Mazury. Przypomniało się lato we Wierzbie nad Bełdanem. Wypady na drugą stronę jeziora po konwalie, łowienie raków, kajaki, mecze siatkówki.

Wczoraj robiłam papierową wiklinę. Strasznie się nakręciłam na koszyczki własnego wyrobu, zwłaszcza, że surowca jest wszędzie pełno. Ale to nie takie proste. Dziś dalszy ciąg walki z materią :D

Fotka z netu