czwartek, 10 stycznia 2013

Kontynuacja z gratisem

Gratisem są chore koty Pierworodnej. Podobno na koci katar zapadają tylko kocięta a tu suprise. Obie koteczki zasmarkane. Kichaja tak, że mało im się głowiny nie urwą. A moje szczęściem nic. 
Choraski od wczoraj na antybiotyku. Szczęściem znam Kocią Mamę i ona podpowiedziała jaki lek podać. Szczęściem znam weta i on nieodpłatnie wypisał receptę. I szczęściem jest, że lek jest tani więc żyć będą.

Jakaś magia jest w tym wszystkim. Coś niebywałego. 8zł ratuje życie.

A w Otwocku - Wujek na podłodze. Wczoraj spadł, przeniesiony na łóżko znajomymi po jakimś czasie znów się zsunął i już tak został. Otulany , nieprzytomny wędruje po podłodze wołając Mamę i Babcię.
Szpital nie przyjmie, w domu nie ma jak go unieruchomić więc radzą sobie Obie jak mogą.

Ciocia już staje do apelu, Mama trzyma się mocno ale przeżywają Obie strasznie.

Ja się w końcu wyspałam. Tylko nocą Pampuszek kichusiał mi w ucho.

Przyszła wieczorem do mnie , popatrzyła, dostała zaproszenie i zaległa stutonowym kotem przesłaniając ekran telewizora. I włączyła mruczenie. Zadowolony był kot :)

Mała Kotka znikła. Znaczy się rano nie było jej w szafie na półce. Znaczy się antybiotyk działa i ma się lepiej. Spała na krześle.

A cały wczorajszy dzień obie chore okupowały 2 półki w szafie.

W domu spokojnie. Młoda jeszcze śpi. A ja będę brykać po południu do Wujostwa.  Taki live.

Może PO przeniesiemy się tam z Anią a mieszkanie wynajmiemy? Może. Bo Ciotka sama nie da rady. A kasa się przyda. I "radośnie" będę kwitła z dwiema staruszkami i Dzieciną. Ciemność wiedzę, ciemność :(



środa, 9 stycznia 2013

Co to jest ja się pytam????!!!!


Pierworodna w końcu zdecydowała się na wizytę u lekarza. Lewa łapka drętwieje i ogólnie coś nie tak. Potuptała do .... kardiologa. Tak z buta. Bo objęta opieka medyczna w prywatnej lecznicy. Nazwy nie podam ba nie chodzi o to by ją reklamować ani nic z tych rzeczy. Generalnie cieszę się, że bez problemu się dostała. Cieszę się, że będzie miała niemal od reki założony holter czy cóś. Cieszę się, że ma taką możliwość.

I tylko jedna rzecz mnie wstrząsnęła ( a broń buk nie dotyczy to mojego dziecka ). Chodzi o dostępność do lekarza specjalisty.

Nie tak dawno siedziałam w poczekalni i czekałam na wizytę u lekarza. Przypadkiem doszła mnie rozmowa z rejestracji. Kobitka potrzebowała dostać się do jakiegoś wracza. I tu niespodzianka. NFZ zaprasza ją na 2014 rok. Jak dożyjesz to żyć będziesz.

Więc co???!!!!

Pracujesz w korporacji, jesteś pracownikiem resortowym wyższego rzędu, gościem/gościówą z wypchanym portfelem, o sori, z pokaźnym kontem - żyjesz!!!
Skazany na NFZ możesz spokojnie zdychać.

Czy to nie jest podział na lepszych i gorszych? Czy to nie jest forma faszyzmu ustanowiona przez państwo.
Żeby nie było, nie mam za złe istnienia prywatnych klinik, lecznic, szpitali. Żadnych ośrodków leczniczych. Mam za złe, że nie są one równie dostępne dla każdego. Że przy leczeniu z państwowym dofinansowaniem musisz mieć skierowanie do specjalisty. A prywatnym NIE. No NIE!!!!! Dzwonisz, idziesz, jedziesz i zgłaszasz chęć spotkania z kardiologiem, onkologiem i kim tam chcesz!!!! Płacisz i masz !!!!Żeby nie było, że z tym faszyzmem wyskoczyłam jak Filip z konopi. Znamy sprawy odbierania dzieci ubogim rodzinom. I przekazywania ich tym które" zawodowo" się tym zajmują, żyją z tego, czy adopcjom przez dobrze finansowo  ustawionych ludzi. Czy to nie forma faszyzmu??? Przecież oni to samo robili z dzieciakami. Odbierali rodzicom.

Lepsi i gorsi. Coraz bardziej się ta granica powiększa. Coraz większa dyskryminacja. Swego rodzaju prześladowanie.

Bo co powiedzieć człowiekowi ciężko choremu, który MUSI być leczony by móc żyć  a nie może tego zrobić, a zza szyby wygląda piękna, wypasiona klinika do której nie ma dostępu.

Że śmiesznie dla mnie jest gdy w prywatnej klinice dostaje się receptę na leki refundowane przez NFZ. Że to biznes, bezwzględny biznes w którym liczą się tylko pieniądze.

Nie masz kasy - czekaj, zdychaj.

Masz kasę - żyjesz i kwitniesz.

Eksterminacja i podział. Coraz bardziej widoczny za rządów PO. Ale w tym układzie, który aktualnie panuje w UE jest to i było do przewidzenia. Nic tego by nie zmieniło. To jedna sitwa. Czy PO, czy PiS, czy SLD czy PSL. Towarzystwo wzajemnej adoracji. Wilcze stado zagryzające słabszych i udających zbawców narodu.

Wprowadzające pewne udogodnienia dla ludzi pod naciskiem, buahahahahahaha.... PE. I przepisów Unijnych.

Moi kochani :) Czy sięgneliśmy dna podziału? Bardzo wątpię. Teraz dopiero zacznie się cyrk. Bo już zaczynają przebąkiwać, że te "oszczędności" narzucone przez Reich i UE były dużym błędem. Co jak dla mnie i dla wszystkich logicznie myślących było oczywistą oczywistością. Ale .... szukać inteligencji w rządzie czy parlamencie jest dużym błędem. A JVR bryluje na ich tle :/

Kolejnym tematem, który jest na " tapecie " z oczywistych u mnie względów jest "epidemia" raka. Nowotworów różnej maści.

84 rok był przełomowy i nie ma co gwizdać. Rząd oczywiście uspokajał społeczeństwo, że to nic, że płyn Lugola nas zbawi, że to pikuś i nic ważnego.
Mądrzy ludzie proroczo przepowiadali, że: nastąpi epidemia raka, gdzie tam epidemia!-pandemia-pogrom rakowy, że kobiety i mężczyźni będą mieli problemy z płodnością. Ha!
Statystyki i inne badania POTWIERDZAJĄ to w całej rozciągłości. Rządy, które doskonale wiedziały o tym, nie przygotowały PL do tego problemu. Napier...nas się poganianiem do szczepień p/grypie, pieprzy o  świńskich, ptasich i innych pierdach.
O tym, że w wyniku napromieniowania wszystko mutuje nie ma żadnych informacji.
Oglądałam ci ja któregoś wieczora dokument - a w zasadzie zlepek różnych informacji dotyczących różności ze świata. Między innymi było  Bikini. Tym archipelagu, gdzie prowadzili próby czy wybuchy atomowe. Pokazywali setki tysięcy jaj złożonych przez ptaki - wszystkie jałowe. Ryby, które uciekały z radioaktywnej wody, ptaki, które zmieniły obyczaje i zakopywały się w głębokich norach by uciec przed promieniowaniem. A my dajemy sobie wmawiać takie kocopoły.
Powinniśmy wymagać informacji o faktycznym stanie zdrowia społeczeństwa w PL. Jak przyrasta zachorowalność. Jakie są perspektywy przetrwania Polaków i narodu.

Pamiętam gdy na początku lat 90-tych pokotem leżały na ziemi ptaki. Różnych gatunków. Oczywiście te największe - gawrony, sroki, wrony były najbardziej widoczne.
Tak same ze siebie popełniały zbiorowe samobójstwo?

Czy wiecie, że warstwa promieniotwórczego opadu wchałaniana jest w glebę na 1 cm w ciągu roku? Czyli w tej chwili cały syf jest na głębokości 28 cm. Przez te prawie 30 lat, wszystko cokolwiek zostało posiane "żywiło" się także i tym. W związku z tym, to całe pitolenie o EKO i BIO żywności jest o kant Doopy potłuc.
Wniosek wypływa przerażający. Całe to pokolenie i następne będą się karmić strontem, czy inną malarią. Bo I woda jest systematycznie zatruwana. Ciągle to paskudztwo jest wypłukiwane z gleby.

Jakie mamy perspektywy MY ludzie. Ano kiepskie. Czy możemy coś zmienić, na coś mamy wpływ?
NIKT NIC NIE ZROBI< BO NIKOMU SIĘ NIE CHCE> Tak został ustawiony system. Tak jesteśmy kierowani i manipulowani.

I znów wychodzi na to, że banda oszołomów zadecydowała o losach świata :/

Wczytując się w Apokalipsę św. Jana widzimy dokładnie, że liczba 666 jest liczbą BESTII, liczbą Człowieka.

O czy mmyślę? Jak to widzę?
Wymrze z w/w powodów znaczna część populacji. Będzie podział na strefy własności. Nie kraje a strefy. A finalnie kolejne mega wojny z użyciem już innych technologi i znów zabawa zacznie się od nowa. Tylko w innej konfiguracji. Jeden właściciel Ziemi z Family i miliony zdalnie sterowanych niewolników.

Cieszę się, że tego nie dożyję.

wtorek, 8 stycznia 2013

Zalegam

Pierwsze co przychodzi mi do głowy, to fakt, że mam zupełny chaos w głowie. Zupełnie wątki i tematy mi się poplątały. Rutyna, rutyna, rutyna... żadnego wyjścia poza i to mnie wkurza. Nie potrafię określić CO bym chciała, CZEGO mi potrzeba. Głupie to zupełnie!!!!

I nie ma na to wpływu ani sytuacja gospodarcza czy polityczna. Głównie rozwala mnie brak stabilizacji w domu.  Generalnie okazuje się, że nie panuję nad niczym.  To znaczy, chciałabym, żeby moje rady były wysłuchane i żeby ktoś choć przez chwilę zechciał się zastanowić nad tym co powiedziałam. Bez histerii czy odrzucania na zasadzie NIE bo NIE czy z powodu, ze wymaga to wysiłku. Grrr....Żeby zechciał porozmawiać, starał się zrozumieć w perspektywie czasu. Ruszył troszkę głowiną. Ale to chyba zbyt trudne.

Co sobie na dziś zapodałam? Ech... zdjąć pranie, powiesić nowe, pozmywać sagany, zrobić obiadek i jak się da :DDDDD dorwać do Heroes.
To moja ukochana gra. Wędrowanie przez różne krainy, budowanie własnych miast, siekanie się z wrogami :DDDD
Polecam III z głębi serca i od razu mówię, że wciąga jak żadna gra. Przynajmniej mnie :DDD

I pozwala oderwać się od rzeczywistości. Daje dystans

Korzystam z łapka już nie na palec ale myszą kierowany. Pierworodna nabyła na Giełdzie Komputerowej, rzut beretem od nas, taką śmiszną. Malutka i sprytna. Ma rowek dokoła, w który nawija się kabelek i dziurkę na wtyczkę usb. Spakowana wygląda bardzo apetycznie :DDD

Nic specjalnego mi się nie śniło. A szkoda. Bo ostatnio 2 białe księgi czarno grawerowane.
Miałam od razu nieprzyjemne wrażenie, że rzecz dotyczy Wujka i mojej Mamy. Bo Ona ....coraz mniejsza ma chęć życia i przygotowuje się coraz bardziej do przejścia.

Mam u siebie w czytelni bloga o Alpakach. Tam jest bardzo ciekawy artykuł na temat dysleksji. Czym jest. Jak odbierają świat dyslektycy. Hmm...
Lektura zmuszająca do zastanowienia. I zmienia bardzo spojrzenie na świat i innych ludzi. Odkrywa ich i uczy szacunku. Po raz kolejny. Spojrzenie z innej perspektywy. Bardzo twórcze.


To było kilka dni temu.
A dziś padaczka totalna. Cały dzień przespałam, przeleżałam. Nie byłam w stanie nic robić. Zawaliłam jedną sprawę. Świat się nie wali ale...

Wujek ledwo już kontaktuje. Nie z powodu, że  coś ale nie ma siły mówić. Wszystko jest ogromnym wysiłkiem. Już nie mówi normalnie. Szepce prawie niedosłyszalnie. Z człowieka zostały tylko wielkie, wyraziste oczy.
Jeszcze  mówi, że spać mu się bardzo chce.
Powiedział mi, że niedługo umrze :(((

 A Ciocię dopadło zapalenie oskrzeli. Wieczorem gnałam do Otwocka by wykupić Jej leki bo ani siły ani pieniędzy nie miała. A w aptece cyrk. Bo antybiotyku nie ma. Tzn tego przepisanego, najtańszego. W hurtowni też go brak. Oczyma wyobraźni widziałam, że czeka mnie ganianie po wszystkich aptekach ale na szczęście w kolejnej był . Ufffff

Ciężko mi wyjeżdżać stamtąd. Naprawdę. Troje starych samotnych ludzi.

Mama się trzyma. Ale wiem, że ciężko odchoruje to wszystko. Na razie się trzyma. Siłą i mocą ducha.

Ciocia prosi bym się Nią zaopiekowała. Zostałam Jej tylko ja.

Będzie co ma być.


Na szczęście poTomek uspokoił się trochę. Dziecina też się ogarnia. O tyle jest dobrze.

Ale wyć mi się chce. Tak bardzo boli w środku.

Dlaczego????

czwartek, 3 stycznia 2013

Szczękościsk

Dziś podjęłam kolejne postanowienie poprawy, sprowokowana.

Nienawidzę kłamstwa, fałszu, obłudy, "tolerancji", zakłamania i syfu. Nie znoszę. Obrzydzenie mnie bierze.

Koniec wieńczy dzieło. Czy nie tak????

wtorek, 1 stycznia 2013

Wariactwo :D

Koniec Starego Roku Warszawa zaczęła świętować już zaraz po Świętach. Już wtedy odpalano pierwsze sztuczne ognie. Ale to co było wczoraj przechodzi każde pojęcie.
Race, rakiety i wszystko co leci do nieba zaczęło śmigać od 19-tej. I to broń boszsz pojedynczo i nieśmiało. Nic z tych rzeczy. Hurtowo. I jakieś nieodparte miałam wrażenie w związku z przyspieszeniem  wszystkiego, że to albo burza z potężnymi grzmotami albo kanonada. Ten mój kadłubek zaprogramowany jest na północ...
A o północy.... szaleństwo.
Jak długo mieszkam w Warszawie tak intensywnie i tak długo nie strzelano.
W domu własnych myśli nie słyszałam. :D

A Sylwuś spokojnie z Dzieciną. Ja filmiki, Ona swoje rysowanie. Spoko...

A z linii otwockiej:
Ciotkę dopadł jakiś wirus, ma za złe mojej Matce, że nic nie pomaga. W związku  z tym zabieram Babulindę z powrotem do domu. Zresztą na Jej dramatyczną prośbe: _ Zabierz mnie, przyjedź po mnie bo ja sama nie dam rady.
Wujo po tym jak usłyszał - wbrew prośbie Ciotki - od lekarza, że ma raka, w zasadzie przestał jeść, zrobił Jej awanturę, że nie mówiła Mu prawdy. Kanał jednym słowem.

Z nowofundlandem chyba nic nie wyjdzie. Brak transportu. Cóż, nic dziwnego. W końcu sam przejazd autkiem to prawie 4 stówy. A do pociągu nikt smrodka nie wpuści :( Zięciunio mnie olał... choć ma paliwo za free... Taki live....

Buziam i tulan noworocznie wszystkie Dziewczyny i Chłopaki blogowe. Oby było lepiej...