![]() |
| Picasso z netu, tak mniej więcej się czuję po ryciu w kicie :/ |
Usiadłam i od niechcenia rzuciłam wzrokiem na okno. Dreszcz obrzydzenia mną wstrząsnął. Okno był mało obrzydliwe ale pozbawione szyby, która się mną rozpękła i wymagało katorżniczej pracy związanej z zeskrobywaniem 44-letniego kitu. Kto to robił, wie o czym mówię, a kto nie - może współczuć awansem.
Najpierw w ruch poszedł młotek i dłuto do drewna. Stępiłam jedno, stępiłam drugie. W końcu wzięłam drapak do stali żeby usunąć resztki kitoszczaka. Cholernik twardszy od drewna. Mogę powiedzieć, że pokonałam gada. Teraz tylko czeka mnie
przetarcie papierem ściernym, ale bez drewnianego klocka nie podejmę się tego. Wystarczająco mam skasowane ręce.
I tak się - jeśli chodzi o pracę - skończył dzień szósty.
W tzw. międzyczasie popełniłam flaki.
A w domu trwa rewia mody w związku z początkiem roku szkolnego.
Swoja drogą, czy ja nie jestem czasem zbyt samodzielna jak na kobietę? Hmmmm...?
