Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boza z Niepokalanowa z Guadelupe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Matka Boza z Niepokalanowa z Guadelupe. Pokaż wszystkie posty

piątek, 24 sierpnia 2012

W drodze

Mijamy się na ulicy, mijamy w necie. Ja i moje dzieci. Poznają gdy cóś potrzebują, gdy mogą się pochwalić. Dobre i to. Inni mają gorzej.

-Matka, potrzebuję medalik Matki Bożej z Niepokalanowa!
-?
-No, potrzebuję już!
-A co się stało?
-Potrzebuję!!! Jak miałem było dobrze, wszystko się układało. Oddałem P i wszystko się wali!!! Potrzebuję!!! Już!!!

Cóż zrobić :), jedziemy z poTomkiem do Niepokalanowa.

Moje włóczęgi zaniosły mnie kiedyś za Lasek. Tak na grzyby i miłe okolicznosci przyrody. Po drodze jakoś przypadkiem wyszła nam pielgrzymka po kościołach. Kiedy na ostatnich nogach dotarłyśmy do ostatniego przeżyłam niemałe zaskoczenie. To czego szukałam od dawna miałam przed sobą. Wizerunek Matki Bożej z Gwadelupe i kościół pod Jej wezwaniem. Żeby było ciekawiej, to akurat było święto...?, w każdym razie plony pól, lasów i ogrodów były przed ołtarzem.
     



Usiadłyśmy cichutko, a we mnie coś znów się kręci i kusi. Polazłam do zakrystii i pytam baaardzo przystojnego wikarego, czy jakiś obrazek z wizerunkiem mogłabym dostać? A upszsz proszsz ... prosto z Gwadelupy :) Miałam 10 bo zachłanna jestem :)

Trzeba trafu, że tego samego dnia poTomek dostarczył hiobową wieść. Na dwuletnią córeczkę kolegi spadł kobylasty telewizor. Babcia na chwilkę spuściła ją z oczu i ściągneła na siebie grzmota. Pęknięta czaszka, jakieś wgniecenie, krwiak .... rokowania kiepskie.

Wieczorem wyszłam z psem przed blok, usiadłam na ławce i tak medytuję jak dostarczyć obrazek kolesiowi. Trochę mi głupio, bo ciacho z niego jak się patrzy, a ja średzinka na zejściu ale co tam! Dziecko ważniejsze! A na razie siedzę jak ta kwoka i cieszę sie ciepłym wieczorem. Nie mija kwadrans idzie koleś! Dopadam, nakazuję chwilę cierpliwości, dzida do domu i znów schodami w dół. Anonim z lekka oszołomiony grzecznie czeka a ja z jęzorem do pięt wręczam mu Wizerunek dla malutkiej. Żegnamy się szybko. On lekko rozbawiony, ja piorąca się po pysku, że znów wyskoczyłam przed szereg.
Mija kilka tygodni. Spotykamy się przypadkiem. Mała zdrowa, obrazek przez cały Jej pobyt w szpitalu miała pod poduszką a u Anonima już większa podobizna Matki Bożej z Gwadelupe wisi w centralnym punkcie mieszkania.