poniedziałek, 30 listopada 2015

chcieć

to już kolejny wolny dzień, gdy potomek zmobilizował mnie do ruszenia się z domu. nic piernaty, nic bambetle. karmił mać i młądą. boszsz... odruch pawlowa mi wyrobi i co wtedy :) bardzo, bardzo miło spędzony czas. z przyjemnością patrzyłam jak troszczył sie o młodą, jak był delikatny i taktowny. wow! czapki z głów!

na fb mam kilka ciekawych profili. róznych tematycznie. inspirujących. poradnikowo-zdrowotnych. fajna rzecz. przyłażą też różne reklamy, promocje, cuda-wianki. dzis trafia mi się " okazja". kurs robienia paznokci za  jedyne 1200 z okładem. oczka zrobiłam jak 5 zł, bo za free na you tubie można podejrzeć wszystkie możliwe techniki. może instruktorka daje dyplom? hm... ostatecznie tez tak mogę się nagrodzić :)

poradniki wnętrzarskie z cyklu- zrób to sam mają jedna wadę. prócz inspiracji nie dostarczają nic więcej. paczę na mój trędowaty sufit i lekuchno wzdycham. teorię logistyczna mam opracowaną. co wynieść, co wstawic, jakie czynności wykonać. nic to. może się w końcu odchwaci. a jak nie to nie wyrwę sobie reszty włosia.

a wołsie tradycyjnie o tej porze roku wyłazi mi garściami. wersja standardowa. mniej słońca, zielonego, naczynia na głowę. odbuduje się wiosną. zaszaleje latem, gdy będą brzoskwinie. nie wiem czemu, brzoskwinia srodkiem przekłada się na większy kołtun na zewnątrz.

kołtunem ciągnac wątek, zastanawiam się nad życiem pciowym matek polek kretynek, które z uporem twierdzą, że dzieci posiadaja w wyniku niemal gwałtu, czyli poddania się obowiązkom małżeńskim, wstrętnym, ochydnym, raniacym ich godnośc osobistom itd, tudzież z upodobaniem zohydzające potomstwu tę radosna działalność ludzką. a nawet jeśli nie radosną, to ratujaca związki.

w kwestii ratunku, to upsz informuję, że możluwy jest do nabycia pakiet ratunkowy. czyli ubezpieczenie na wypadek kataklizmów różnej maści. koszt to ponad 1500$ od osobo-człeka. w praktyce wygląda tak - dzwonisz, meldujesz " bomby leca mi na głowę, zabierzcie mnie stąd" i odpowiednia jednostka zabiera twój kadłub. żywy lub martwy. w polsce oczywiście nie do wykupienia.

kupić można wszystko. aktualnie kupujemy pokój od Turcji, a faktycznie od ue tudzież niejakiej Merkel, pacząc dalej od przodowników w walce o pokój ( kładziemy akcent na " walce") USA ( niech Ci będzie Stardust ;)) oczywiście to tylko na chwile, bo turki za chwile wejda do unii i cały problem uchodźczo - imigracyjny znow przytupie do ue. miłościwie nam panująca pani Merkel już zadeklarowała chęć przyjęcia kolejnej rzeszy rozbitków. tego zafiksowania ni w ząb nie rozumiem, ale gupia jestem.

głupota moja sięga dna, bo nie rozumiem jak dorośli ludzie mogą stosować metody z piaskownicy. moje mojsze, tego opluja, tamtemu dokopią, sypna piaskiem w oczy.  z niskosci swej paczę i nie pojmuję. na choooj to komu? ziemia jest ogromna, miliony wolnych hektarów, piwietrza i wody starczy dla wszystkich. a tu nie! moja woda, nawiasem mówiąc wodociągi warszawskie mają być sprzedane jakiejś izraelskiej spółce. mój ten kawałek podłogi! moj miedza! moje, moje, moje. aż do totalnego zasuplania samego siebie,zapętlenia na ja najmojsze. 

niedziela, 29 listopada 2015

w dzień gorącego lata

staliśmy na bazarku w centrum otwocka. wleźliśmy banda wesoła do zoologicznego. potomstwo i ja. rzecz działa się na poczatku transformacji za to w czasie nieograniczonego przemytu, co rzecza istotną jest.
w akwarium wielkosci nocnika zoczyliśmy szmaragdowe cudeńka. napalona wtedy maniaczka feng shui nabyłam czem prędzej 2 okazy . sobie i kumpeli, czy jej nie uszczęsliwiłam, ale że odpowiedzialna była, to nabyła : akwarium, grzałkę, korzeń. wygotowala kamienie, nabyła wołowine, lampe odpowiednią. słowem zaadoptowała gada. gad po krótkim pobycie zszedł. gady wołów nie jadają.
moja gadzina miała inaczej. trafila z rozpędu do miski, karmiona rybą, stynkami, rybą , krewetami, wystawiana w naczyniu w pogodne dni na słońce, pływala do woli w wannie- gdy uczucia nam sie skropliły. wyrosla gadzina solidnie. no i kiszka. nastąpił zgon. wyniosłam zgona na balkon, troskliwie owinietego, zeby zastanowić się nad formą pochówku. leżał z 5 minut, gdy mac narobila rabanu:
-gdzie żółw? wyrzuciłyście go? on żyje?
-jak żyje? przecież nie żyje!?
-żyje, ruszł łapką
-kiedy?
-no, jak byłam w łazience
oki, kopać się z koniem nie będę, przynioslam gada. smyram stiopę. podwija paluchy. smyram ogon, podwija pod skorupę. wymięklam. sru gada w wodę. grzej się gad. zobaczymy sie później. młoda od serca, lecz bez przesady, ociepliła mu ciecz. siedzi nad gadom:
-momo, on nie żyje
pierdole!
założylam, że żyje. i tak ma być. nie wiem jak rozpoznać gadzią śmierć. wujek google podpowie. a tam uj. jeden pisze tak, drugi nic. jeden, że gadzi trupek to pływa wierzchem jak śnięta ryba. inny że żywy, w letargu, leży pod wodą i tylko czasem bombla puszcza. jeden,  ze letarguja, spia, inni, że nie dopuszczać do tego bo może się nie wybudzić. no a jak mu to wypersfadować. budzik mu nastawić na budzenie co 5 minut? znam już wszystkie żółwie choroby, oczkami ma lekki wytrzeszcz, ale przeciez tej śpiącej królewny nie zaniosę do weta. bo wyglada - bardzo śpiąco. ktoś podpowiada, żeby zarazę dokarmiać przez sen, zeby nie zszedł z wyczerpania. kufa, no śmieszne bardzo. weź człeku rurkie miętką, wprowadź w dziób, głęboko-jak głęboko?-i karm strzykawką.
żółwia izolatka/ trupiarnia znajduje się chwilowo w misce. dogrzewany gad lampą. matce się przemieszcza, mi nie. ważne, że nie śmierdzi, nie puchnie. ale jeśli to cholerna sciema, znaczy się letarg, to go przy pierwszej sposobności obedre ze skorupy. 

nie ma mnie

znikłam
okopałam sie na z góry upatrzonej pozycji
zakopałam się w bambetle
kołdry, poduszki, koce
nie ma mnie
znikłam
unikam
tylko niezbedne
nie zauważam, nie słyszę, nie chcę rozmawiać

wylogowalam się z realu

sobota, 28 listopada 2015

niepogodzenie

tak to bywa najczęściej. wstaje, coś przegryzie, włącza tv, poogląda i zapada w drzemkę. pilnie obserwujemy stany po. wczoraj trafil sie agresor. stala w kuchni i nadawala. słuchałam póki mogłam, młądej zaleciłam schodzenie z linii strzału, w końcu wyszłam z domu, bo nie do wytrzymania. tak, niektórym na starość zmienia się charakter. lwy zamieniają sie w owieczki, owce we lwy. różna jest starość. alzcheimer, parkinsom, pierdylion chorób. jedni sprawni umysłowo do końca a fizycznie niewydolni. innym pierdzieli sie w łepetynach. myli im sie wszystko. sikaja np do lodówki, chodza po nocach, budząc domowników, inni zapominają drogi do domu. różnie jest. trzeba to przetrwać, bo nie wiadomo co będzie z nami na starość.
u mojej starszej niepogodzenie. ze wszystkim. zadręcza siebie i nas wspomnieniami, na które gdyby spojrzała z innej perspektywy, były by piękne. inne. po prostu. i nic tłumaczenie, nic pokazywanie na przykładach, nic, zupełnie nic nie pomaga. jej życie było straszne, ciężkie i nikt jej nigdy nie pomógł. z tym nie polemizuję bo to kit jakich świat nie widział. rodzice-nic. do 15 roku życia żyła w próżni. potem ciocia wzięła ją do siebie. utrzymywała, ubierała. ale to nic.  w wieku 22 lat pognali kwiecie do pracy. nieszczęście. wyszła za mąz, choć  nie chciała, urodziła mnie, choć nie chciała, uczyła sie, pracowała. postawila wszystko na prace i szkołe. mnie scedowala na 10 lat innym. skończyla szkołę ,  pracowała w jednym miejscu. w wieku 55 lat przeszla na emeryturę. 3 lata na emeryturze przeleżała z migrenami. potem się podniosła. bylo różnie, przeważnie znikała z domu, wraz z wujostwem poświecajac dniówki na rozpracowywanie totolotka. 15 lat z okładem rozbijała system. bo przecież się musi udać. tyle czasu musi dać efekt.
mój tata założył książeczkę mieszkaniową, z zakładu pracy dostała bezzwrotne dofinansowanie do wkładu mieszkaniowego - ponad 50%. przez palce patrzyli na jej ciągłe zwolnienia, bo ponoć dużo chorowałam.a zanim co, to znów ciocia przyjęła matke ze mna iojcem. opiekowała się mną latami, odprowadzała i przyprowadzala z przedszkola. karmiła, budziła i układała do snu. śpiewała, opowiadala bajki, dostarczala zajęć i rozrywki. to ona była matką, opoką.
a teraz zionie nienawiścią do wszystkich prócz pierworodnej. a pierworodna ma wyrabane. ma swoje życie, prace, pasje. i dobrze. niech trzyma sie z daleka. ja przetrwam, przetrzymam. moze zdarzy się cud i znajdę dodatkowy dochód by móc wynająć cokolwiek. a jak nie to trudno.
jest młąda. wiecznie poniżana, wiecznie na poczuciu winy. z coraz większym agresorem, z coraz większymi blokadami vs starsza,z coraz większą złośliwościa i jadem. szach i mat. sytuacja bez wyjścia. zero rodziny, strach przed mężczyznami, strach przed ludźmi, zerowe poczucie własnej wartości. to jej świat. a pomiędzy ja. jedna szczęśliwa, że ma choć mnie. druga zazdrosna i pełna fochów. wiecznie skarżąca. jęcząca. niezadowolona. z jednej strony chce żeby młąda poszla do pracy z drugiej ja mam byc w domu dla jej towarzystwa i obsługi. stres związany z brakiem kasy też dobrze nie robi. nic to by było jednak, gdyby było zrozumienie i akceptacja. ech...

piątek, 27 listopada 2015

na zakręcie

nie powiem, że wstałam w super nastroju. motyle w brzuchu zdechły. śmierć wszystko czyści. wygasza emocje. nawet tak mała, niepozorna.
odszedł nasz żółw. sprinter mu było. cicho. w milczeniu.
 ponad 15 lat wspólnego życia z małym skrobiącym gadem podplywającym do mnie gdy tylko się zbliżyłam, wystawiającym gadzią główkę z wody. odszedł.
i wszystkie emocje sklęsły. w mgnieniu oka zapanowała cisza.
nie wiem z jakiego powodu. może przyszedł jego czas; odmawiał ostatnio jedzenia, ale tak miał, krótkie okresy zmniejszonej aktywności, może babelotowi cos przypadkiem wpadło do wody, może skutkiem upadków bo miał uszkodzona sorupe, a nikt nie przyznał sie, ze mu wypadł. nie ma gada.
cicho odszedł.
wiem jak jest przy przejściu. świadomość mam nieuniknionego. wiekszość moich zwierzaków odchodziła na moich rękach, gadzinka też. jakby czekały na mnie. chciały sie pożegnać.
tablet na kolanach i przegląd informacji. dwie strony. pis i po. i czegoś nie rozumiem. partia , która skompromitowała się i została odsunięta od rządzenia odstawia szopki miast z godnością odejśc w niebyt. makiawelliczne, a raczej prymitywne działania, mające a celu blokowanie pracy sejmu. nie potrafia pogodzić się z tym, że ich kombinatorstwo zostało zablokowane.
nic to. dalej jesteśmy w dawnych układach i jako plankton faktycznie nie mamy wpływu na politykę. jeśli nie wprowadzą obowiązku głosowania, nie bedę brała udziału w tej szopce. przechodzę na pozycję obserwatora. oczywiście w związku z ostatnimi wydarzeniami.
jako polak powinnam wspierać pracę rządu i prezydenta. nauki kościelne mówią to samo. praktyka życia nakazuje coś zupełnie innego. zajmij się sobą.
wszystko razem jest tak nieracjonalne, sprzeczne z zasadami zdroworozsądkowymi.
kreske postawić jak mazowiecki, czy biała na blacie, żeby odjechać i zapomnieć o tym burdlu.
odejście sprintera to takie przypomnienie. - pamietaj, że umrzesz -
miliony bezsensownych śmierci, żyć przerwanych czyjąs ręką. czy to w usiech, czy syrii, czy we francji, belgii, syberii, w oświęcimiu, czy na polskich drogach.
nie jesteśmy cywilizacją, rasą jako ludzie, jesteśmy samą śmiercią. zabijamy nietolerancją, zachłannością, chcemy więcej, więcej i jeszcze więcej. nasze: -potrzebne mi, wykracza poza granice rozsądku. to nie potrzeba, to chciejstwo. zapełnianie życia rzeczami a nie ludźmi. to odwieczne -mogę-wiec czemu mam sobie odmówić.
tak, reset. nie jestem przystawką do cudzego życia. cudzych planów, potrzeb.

zawsze intrygowali mnie mnisi bez względu na ich religie. ich umiejętność rezygnacji z posiadania. zadawalania się absolutnym minimum. fascynujące.
od ponad tygodnia mam wyłączony telefon. sama soba. testowo- czy dam radę, na ile potrzebny mi jest w życiu. i z potrzeby koncentracji na rzeczach dla mnie istotnych. selekcji zdarzeń. potrzeb moich i ludzkich. czasem to trudne, bo przyjaciółka nóżkę podstawia, w wiekszości emocje i nadmiar informacji. ograniczam się a jednak nie potrafię pogodzić się z bezsilnością. duch kozaczy, duch buntuje sie przeciw manipulacjom, wykorzystywaniu, przeciw niesprawiedliwości, przeciw koniecznosci czytania między wierszami, przeciw-my jednak szukamy młodszych. choć uczciwie przyznaję, czasem mi na reke rzec prawdę-nie dosłyszałam, nie widzę.

w domu na razie cisza. milczenie. odpoczywam od słownych przepychanek. słów raniących, obraźliwych. odpoczywam w domu, w którym nie ma miłości ani zrozumienia.  otrząsam się z : - ty pomiocie alkoholowy. przetrawiam: - nie powinnaś wiązać się z ojcem. szukam w sobie pozytywów żeby nie upaść, bo kto jak nie ja. chwytam się każdej możliwej czynności by nie wchodzić w nienawiść. ręce wiąże brak kasy. myśli w przyszłość wybiegają- co dalej. ale bez strachu, beznamiętnie. niczego nie jestem pewna. w każdej sferze stoję na lotnych piaskach. w każdej chwili może zniknąć i to  co zdaje mi się, że mam.

przyszedł julek. siedzi obok i  i myje się posapujac. dzieki kocie. mogłaś myć doopkę w innym miejscu a jednak przyszłaś tu.  miziana łepetyna wpada w rezonans mruczenia.  miłe. miźnij tak ludzia to ci przyp... taka sytuacja