sobota, 31 października 2015

co tu pisać

miałam nie jechać na groby w tym roku. zaparłam się że nie i już. ale z zaparcia nici. ostatecznie raz w roku mogę. choć pierońsko mi się nie chce. smród zniczy, bo inaczej tej zawiesiny w powietrzu nie można nazwać. nie wiem czym są wypełnione, ale mnie odrzuca. smród ze świeżych pochówków nie nastraja nostalgicznie, jeno pawiem. jadę, nabędę pierdylion kadzidełek. to moja świecka tradycja. nowa. choć odrobina izolacji od swądu. przez chwilę. zadumy raczej nie będzie. na to mam czas robiąc za grabarza. no, liście grabię. to dobry moment na refleksje. ciało pracuje, mózg też. nowe połączenia werbalizują nieokreślone. lubię. choć 3 apapy wróciły jak bumerang, choć w szyi znów się coś przestawia, chrupie. lubię choć boli. szczególnie ważne są słowa padające przed. dos szaleje.
wszystko co miało być nazwane w chwili zadumy nad grobem, przez pięćdziesiąt lat chyba ogarnęło wszystko. przerób informacji napływający po i w trakcie. relacje, stosunek, wspomnienia i gorzka refleksja.kim byłam dla nich. raz do roku wystarczy.
jadę do ojca, do matki nr 2, do dziadka. żadnych spotkań rodzinnych, łażenia po kątach, żadnego namawiania się. rodziny nie ma. piękny sam z partnerką, piękna w parze  z ciastuchem, ja i młąda również solo. się nie przejmuję. jeno odcinam kawałki uzależnień i przywiązań. bo to jak łączenie nici z nicością. pustką.
gdybym wierzyła w reinkarnację, dawno powinnam zapomnieć o pudełkach na człowieki. boć oni w innem życiu zapewne. słowiańskie dziady stoją w pewnej opozycji do chrześcijaństwa. islam wspomina bez świętowania. buddyzm, judaizm, zaratustryzm, taoizm, komunizm  .... wszystko się wplata w pamięć a nieraz kult.w celu?
wypominki ludzkie to i dobre i złe. państwowe również. historyczne-w zależności od układu. wszystko to warte funta kłaków.
wiem, że będzie mnie gryzła o ile pierwsza nie zejdę moja czasem oschłość, delikatnie nazywając impertynencja, brak empatii i zwykła głupota. o okrucieństwie nie wspominając. wspominam raczej siebie i lekko mi nie jest. myślę o czym zapomniałam, czego nie zrobiłam a mogłam, bo tak bardzo byłam skupiona na sobie. skręca mnie ze złości na siebie, ale tylko w odniesieniu do dwóch, trzech osób. dla reszty jakby nie istniałam, więc po co zawracać sobie głowę.
mały ten mój świat. mikry. 

piątek, 30 października 2015

piękna

staruszką była a wyczesała wszystko w klasie weteranów. jedyna, niepowtarzalna. kto czyta bloga ten pewnie pamięta moją focię z niufkiem na łące. onaż.
wczoraj odeszła a ja powracam myślami do naszych wspólnych chwil. szczególnie tych ostatnich, gdy już choróbsko odebrało siły i leżała w domu otoczona miłością.
popołudnia były ciężkie, ale wieczorem powracała do siebie. siedziałam przy niej, smyrałam czuprynę, wygłaskiwałam. syciłyśmy się sobą. wiedziałam, choć to trudno przyjąć, że każda chwila może być ostatnią.
smyrałam, drapałam a gdy przestawałam zaczepiała mnie łapą prosząc o jeszcze. do zmęczenia. bo nawet to ją wyczerpywało.
chcę pamiętać aksamitną buzię, fafle, z których kapiąca woda moczyła mi portki. tak długo chorowała, że w pamięci zapisała się w powolnym ruchu. piękna. a przecież znam ją od pampersa. jedyna. bezproblemowa. serdeczna, czuła.
odeszła a ja mam spokój w sercu i jakąś radość, że już nie cierpi, i pogodzenie, wewnętrzny spokój, że tak jest dobrze.
gdyby nie wet, który tłumaczył jak trzeba, miotała bym się. że może coś zostało zaniedbane, że może jeszcze można coś zrobić. nic. tylko być do ostatniej chwili.
tyle mojego.

o właścicielach trudno pisać. choć byli przygotowani na najgorsze, przeżywają strasznie. nestorka rodu, oczko w sercach i duma. kochana i kochajaca. kochani...

czwartek, 29 października 2015

wspólnota

kibel to miejsce zadumy :) nie wiem czemu, ale okoliczności te właśnie, skutkują fantastycznymi pomysłami. czy gdzieś jest opracowanie dotyczące korelacji między defekacją a rozwojem? nic to!
namaczanie w wannie też jest twórcze.
zaleganie w wyrku mniej. ale! jest tu część wspólna. swego rodzaju izolacja i zachowanie tej samej pozycji przez czas dłuższy. więc wstęp już jest. ;)
pomysły wieczorne są ulotne jak sen jaki złoty. objawią się jak u dobromira a finału ni ma. rano pustka w głowie, czasem jakaś myśl pęta się w okolicy ciemieniowej, że kurcze coś było na rzeczy.
poranne koncentrują się na wspomnieniach sennych, o ile nie wpadamy w codzieny galop, jakby to komu było potrzebne. wczorajszy zapis na dysku jakby już nie istotny. albo mniej. emocje poszły won.
geniale pomysły jeszcze się nie wykluły, choć kto to wie?
moja poranna myśl, z czapy wzięta, bo i na co mi to, to swego rodzaju budowanie wspólnoty w pl. ideały poszły w pireneje, górnolotne hasła na nikim nie robią wrażenia. rządzi kasa. taki czas. więc może stworzyć wspólnotę interesu pl? procent jakiś od uzyskanych dochodów czyli wypracowanych przez podatników, trafia po zakończeniu roku finansowego do polaków. wszystkich. nie do płatników czy zagranicznych spółek, banków, przedsiębiorstw ale do osób fizycznych mieszkających w pl. nie do zameldowanych a pracujących i płacących podatki innym krajom. tylko tu i tym.

proste jak budowa cepa. skuteczne. ekonomicznie opłacalne i faktycznie tworzące poczucie odpowiedzialności za rzeczywistość. wielowymiarowe.

łóżko rządzi ;)

środa, 28 października 2015

promyczek

tak sie czasem składa, że mimochodem angażuję się w sytuacje, które nie dotyczą mnie ani mojej rodziny. tak mam od kilku dni. wsoarcie, może nie chciane, w ratowaniu życia. skuteczność medycyny jest powszechnie znana, szczególnie tej, którą cytował korwin. kolejności zdarzeń  przytaczać nie będę w każdym razie akcja dalej trwa. początkiem w oparciu o medycynę akademicką, co nie zawsze jest happy. skutki uboczne. zatrucie organizmu. te rzeczy.
w desperacji, drogą niecałkiem prostą, poprosiłam o wsparcie kumpelę. niby lepiej, ale są dołki i to pogarsza stan. kumpela wahadełkowa. przeleciała oczyszczaniem, odtruwaniem, regeneracją. zharmonizowała ciało. i zastopowało. a rzecz prócz tego miała ruszyć nerki. atu nic. skleroza odpuściła na chwilę:
-kobieto, zrobiłaś kursa reiki
więc machnęłam czokurejka i w sekundzie poszłoooooooooo, 5 razy. od przedwczoraj.
z radości paszczu rozdarłam. wstrząs spowodowałam u domowników. a co tam!
fakt faktem, że nic by nie wyszło bez kumpeli, ew trwało by dłużej.
motylki, skowronki i promyczki radości niosły mnie do domu :)
zmeczonam 

hipotezy i pragnienia

doczytałam na fb- a to niekiedy nieocenione źródło wiedzy, lub przynajmniej początek dociekań, że unia zmieniła wysokość dopuszczalnych bekereli. ( to taka jednostka promieniowania ). z 600 do  12500. gdyby okazało się to prawdą to już nawet straszne by nie było. bo o śmiechu nie ma co gadać. ciut, krztynkę poczytałam w temacie i to 600 to górna, maxymalna dawka. oczywiście ze skutkami. każda zresztą jest szkodliwa. norma wprowadzona jest wyrokiem. bez dwóch zdań. czym ona nowa norma skutkuje? wyobrażam to sobie tak: punkty pomiarów w różnych instytutach przy przekroczeniu wcześniejszych darły japę na alarm. i były podejmowane jakieś działania. jakieś to dobre określenie. bo tych punktów jest tyle co kot napłakał. monitoring w pl jest bardziej niż gówniany. czasem coś przypadkiem ktoś wychwyci. gdy np przez pl przejeżdża pociąg z odpadami promieniotwórczymi z reichu np do ruskich np. dzieje się to zwykle nocą. od lat. zaiste zabawne. jedzie taki nabój polem, lasem, wsią i miastem. syfi niebotycznie, wietr to rozwiewa na 4 strony. dziękować, dziękować tyklo tym, którzy na to zezwolili. huk z nimi! aktualne normy spowodują alarm jak już będzie za późno na cokolwiek.

z racji minionych wyborów i targowiska różności, które z obrzydzeniem obserwowałam, zastanawiam się, czy komuś do łba przyszedł pomysł,o co w dobie powszechnej informacji nie jest trudno, by przeanalizować najkorzystniejsze rozwiązania prospołeczne i ekonomiczne dla kraju i je wprowadzać. przeanalizować i rozmawiać z ludźmi, nie traktując ich jak bezrozumnego bydła.
jedna z blogerek zdumiona jest projektem pisu wprowadzenia gabinetów stomatologicznych i opieki lekarskiej w szkołach. to jest bardzo dobry krok, pod warunkiem, że opieka będzie faktycznie na poziomie, w co wątpię.
opiekę medyczną mamy na tragicznym poziomie. o tym nie trzeba mówić. żarcie, a w zasadzie gówno odpadowe dla większości. dobrodzieje o dewizie, jesteś tym co jesz, pamiętają tylko w odniesieniu do siebie. wraz ze zmianą usroju upadły też normy dotyczące żywności. to duży błąd, który będzie odczuwany przez pokolenia.
błędem moim zdaniem jest też zachwianie stosunku wzajemności. choćby w odniesieniu do pracy. dotyczy to i pracowników i pracodawcy. nie ukrywajmy, że to my jesteśmy pracodawcą rządu i wszystkich urzędów. na naszym garnuszku jest i nfz i skarbówka i ratusz. wszędzie tam są zachwiane proporcje. bo stosunek stanowiska do wysokości nie jest właściwym stosunkiem. rozliczenie powinno być co miesiac i nie przed zwierzchnikiem a przed wyborcami w formie ogólnodostępnych raportów. powinno dotyczyć to każdego urzędasa. na jego stronie. i oczywiście osobista odpowiedzialność. od kar finansowych poprzez ciupę do pracy w kamieniołomach. np w kieleckiem.

i znów fb wieść do mnie dotarła, że kościół nasz powszechny, a kuria, aportem wniosła grunta kościelne do spółki, która będzie budować biurowce w warszawie. że co ja się pytam? czytam pawła, czytam ewangelię-czasem- przypominam sobie przeczytane i jakośjedno z drugim mi się nie klei. ale może to plotka?
w każdym razie to nie po mojemu czemu nie raz dałam wyraz.

bserwuję sobie pewien portal. od lat. udostępniane są na nim obserwacje słońca, wyniki pomiarów jego aktywności. porównuję ze swoim samopoczuciem i mam pewność, że parcie na robotę wzrasta mi w okresie wzrostu prosmieniowania. przy spadku zaczyna boleć głowa. szczęściem totalne odmóżdżenie znikło. przypisuję to i diecie i piciu naparu z liści laurowych. alleluja! a apap dziś zapodany. spada