sobota, 14 stycznia 2017

alleluja i do przodu!

jak to zwykle bywa, przypadek rządzi światem. zaczęło się od pralnia samoobsługowej, a skończy nie bardzo wiadomo na dzień dzisiejszy czym.
dzień jak zwykle rozpoczęty. kawa, papieros, poranny przegląd prasy czyli co fb niesie. wybiórczo, bo inaczej się nie da. trochę posłuchałam niejakiego Brauna, ale o poranku, mimo wszystko, nie podniesie ci on ciśnienia. monotonnie, rozwlekle i dokoła i w kółko Macieju. wiecznie to samo. a ja żądam atrakcji.
generalnie nie ma co marudzić. ruskie po jednej stronie granicy ustawiają swoje pionki, po drugiej amerykance. jak na szachownicy. pytanie: kto pierwszy się ruszy i puknie w czasoodmierzacz. mierzi mnie to wszystko. usrańce pod bronią w żaden sposób nie budują mojego poczucia bezpieczeństwa. wręcz przeciwnie. i tak - tu mi więdnie i opada a z drugiej strony ktoś odwalił za mnie kawał dobrej roboty. nie wiem czy sami sobą czy tez było to zlecenie płatne. ostatecznie nie ma to znaczenia. chyba nie ma też specjalnego znaczenia, że program z informacją poszedł w niezależnej.
http://www.kupujepolskieprodukty.pl/2013/12/projekt-wasciciele-polski-sprawdz-komu.html
przypadkiem zupełnie trafiłam na ten wątek. nie szukając. i refleksje w związku z powyższym mam raczej smutne.
słyszeć, domyślać się a mieć gotowca z informacjami to duża różnica. tak jak z Bogiem. wierzyć a wiedzieć.
cała ta szopka ponad 25-letnia nabrała wyrazistości bo z perspektywy Polaka trudno mówić o sensie.
smutny, przerażająco smutny jest w tym kontekście obraz naszej władzy. za garść srebrników oddali nas, nasza suwerenność. a my bulwersujemy się sprzedażą kamienicy wraz z lokatorami?
ta grupa to tylko pewna część. człowiek na szczycie ma nieograniczona władzę. kupuje, sprzedaje, rozgrywa, rozstawia pionki na szachownicy. inny ma zbrojenia, merdia, farmację.
ja tylko trońkę wiedzy przekazałam. tylko trońkę.

ale kochani, cycki w górę i do przodu. kupujmy o ile się da w polskich sklepach. a jak nie to tylko polskie produkty. to jedynie możliwa forma ukręcenia łba właścicielom polski. są aplikacje na tlf. dzięki nim można sprawdzić kto produkuje, ile jest w produkcie polskich składników i czy firma to polska firma.

sursum corda!

czwartek, 5 stycznia 2017

ona

zmiana sposobu pisania. ponieważ trudno mi o dystans do samej siebie, postanowiłam pisać w trzeciej osobie. ONA. a więc ONA wita WAS.
Nie rozumie cudzych nagłych smutków, przygnębienia. chciałaby rozumieć, móc porozmawiać o tym.
cóż. poczeka.

wstała wczoraj, chwilę pogadała z Przelotnym Ptakiem, podumała, pokurzyła, znów pogadała. tym razem z matką. zadała pytanie. odpowiedź zabolała.
ale prawda jest jedna, kto nie pracuje niech nie je. to jej motto prze wiele lat. najpierw praca. najpierw potrzeby innych. ona na końcu, gdy zarobi. z czysto psychologicznego punktu widzenia, to chore. stawiać siebie, bazę i opokę rodziny na końcu. ale inaczej nie potrafiła.
dziś ma kaca moralnego, że korzysta z pomocy finansowej matki, córki jednej i drugiej. wstyd jej, że szalona matka, 80 lat, targa (nie proszona, wręcz na zakazie), żarcie najprostsze i podstawowe dla niej.
dziś wstała, ogarnęła pranie. włączyła wiatrak w kuchni bo zapach preparatu do włosów ją drażni. szczęściem, że to chwilowe.
smutek Przelotnego Ptaka łamie jej serce. wyciska łzy.  bo nie rozumie. bo nie ma rozmowy. nie ma jak. jeno może mieć nadzieję, że czasem wejdzie na bloga i przeczyta. że Ona czuje się poza życiem Ptaka, że smutno jej z tego powodu, że chciałaby żeby tak jak kiedyś, razem choć przez chwilę coś robić. takie supełki bliskości.
Najmłodsza widzi tę formę izolacji. chce to zmienić ale takt i delikatność to nie są jej mocne strony. tęskni za dawnymi czasami, choć chyba to bardziej potrzeba niż rzeczywista pamięć wydarzeń. potrzeba bliskości rodziny.

dziś nie ma ochoty wysyłać cv. od dawna nie ma. zmusza się do małych, codziennych czynności. jaki sens tego wszystkiego? codzienne, powtarzalne czynności uważane są powszechnie, za niezbędne i kształtujące charakter. ją niszczą, ograniczają.

codzienne utyskiwanie Młądej, czepianie się wszystkich o wszystko, konieczność wysłuchiwania bezustannego narzekania, krytykowania i obmawiania innych wykańcza ją. tamy i zapory, próby stworzenia własnej minimalnej przestrzeni spełzają na niczym. jest umęczona i udręczona tym.  ten potok słów odbiera jej jasność myślenia. zniechęca do wszystkiego. najchętniej by uciekła tylko nie ma gdzie. nie ma za co. nie ma do kogo.

wtorek, 3 stycznia 2017

2-16

wielu robi jakieś podsumowanie roku. ja też.

2-16 zaczęłam głębokim przekonaniem, że to dobry rok.
        zaczęłam od lutowej czy marcowej jazdy na obłędnym strachu, że cóś z Młądą, no i jazdy paniki i te rzeczy. nie polecam
        w związku z powyższym przewertowałam net, strzeliłam sobie kilka testów i uznałam, że sama sobie nie poradzę. wiosennie trafiłam, nie, śniegowo-chlapacio trafiłam do Justyny. psycholog. trochę mnie odgruzowała, potem rozwaliła na kawałki, nie posklejałam się i tak jest do dziś. zewnętrze napawa mnie głębokim wstrętem.
        podjęłam decyzję o rozwodzie z poTomkiem. przekroczone wszelkie bariery nietolerancji. trudno. syna się ma lub nie. ja wirtualnie środkiem posiadałam a w realu to był wróg i największy krytyk i poniewierca. wystarczy.
        przed Wigilią info o zamknięciu etatu w pracy. taki fajny prezent pod choinkę. a huk z tym.
        kurestwo ciotkowe przerosło moje pojmowanie więc doopskiem odwróconam. niek się wali i pali. huk z tym.
        trójca nasza jak ta przenajświętsza. grupa mozolnego wsparcia i wzajemnego dokopywania. Babelot, ja i Młąda.

co mi dał ten rok? rozeznanie spraw, ludzi. części przynajmniej. pogłębienie alergii. spadek sił. a i deprecha jak ten bumerang wraca. majuntku się nie dorobiłam, nowych przyjaźni nie nawiązałam, stare zdechły dawno. rodzina zmarła śmiercią tragiczną. cudnie nie było ale jakoś turlam się dzień po dniu usiłując przetrwać. bo żyć to mi się już nie chce. i wywnętrzać się czemu nie, też nie.

niedziela, 1 stycznia 2017

smętarz na kotwice

w chwilach zagubienia kotwiczę codziennością. chwytam cokolwiek by się nie zgubić. a i tak życie mi ucieka. przeciekają przez palce proste czynności. gubie się w codzienności. byciu.
nie rozumiem.
nic prawie nie ma.
smentarz